Bohaterowie, którym uścisnęłam dłoń

przez , 08.lut.2014, w Bez kategorii

Bohaterowie, o których mowa będzie niżej nie zasłużyli się dla kraju. Nie walczyli na wojnie, nie uratowali nikomu życia, nie pisano o Nich w gazetach i nie pokazywano w telewizji, nie słuchano o Nich w radiu. Nie można ich nawet wygooglować. Połączyło ich jedno- walka o swoje życie i przegrana z rakiem. Postanowiłam napisać o Nich kilka słów, bo zasłużyli się w moim życiu i odcisnęli w nim ogromny ślad.
Moja Mamusia była najpiękniejszą kobietą, jaką znam/znałam. Do dziś słyszę Jej śmiech i głos, niemalże czuję Jej dotyk, ciepło. Znajomi mówią, że była człowiekiem ,,do tańca i do różańca”. Niesamowicie ciepła, sympatyczna, zawsze uśmiechnięta. Gdy zdiagnozowano u Niej raka nie dała po sobie poznać większego zmartwienia. Była ogromnie zdeterminowana, nie chciała myśleć, że kiedyś odejdzie. Uwierzcie mi na słowo, nie widzieliście nigdy tak optymistycznie nastawionej do świata osoby. Nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy- umiejętności kochania. Pokazała mi, jak kochać i nieustannie się poświęcać. Była moją najlepszą przyjaciółką i niezaprzeczalnie- Bohaterką. Z rakiem przegrała dokładnie dziewięć lat temu.

Mój Dziadek był człowiekiem bardzo sprawiedliwym. Swoich ocen nie wydawał pochopnie, zazwyczaj były one trafne. Bardzo dużo mówił, lubił rozmawiać z ludźmi. W czasach młodości nie był najlepszym człowiekiem, ale dla mnie był najukochańszym dziadkiem. Bardzo wiele mu zawdzięczam, między innymi to, że przyjął mnie pod swój dach i wychował jak córkę. Wiem, że bardzo mnie kochał i wielokrotnie mi o tym mówił. Jego największą, niesłuszną karą był nowotwór krtani. Po operacji nie potrafił mówić, wszystko pisał na kartce, przy czym bardzo się denerwował. Ja potrafiłam odczytywać Jego słowa z ruchu warg. Opiekowałam się nim do ostatnich chwil, bardzo się męczył. Odszedł niespełna cztery lata temu.

Daniel był moim kolegą, z którym bawiłam się w dzieciństwie. Kiedy zmarł miał szesnaście lat. Dlaczego jest Bohaterem? Bardzo długo zmagał się z chorobą, był równie zdeterminowany. Boli mnie to, że nie zdążył przeżyć prawdziwej miłości, że nie wiedział, co to znaczy kochać naprawdę. Nie zdążył być szczęśliwy. Jego śmierć bardzo mną wstrząsnęła.
Ciocia była pierwszą osobą, która powiedziała mi o śmierci mojej Mamusi. To właśnie Ona pomogła mi zrozumieć, dlaczego tak właśnie się stało. Mówiła, że każdy człowiek w życiu ma do spełnienia jakąś misję. Misją mojej Mamy było wychowanie dzieci i przygotowanie ich do życia. Była dobrym człowiekiem, zawsze uśmiechniętym i pogodnym, zadbanym, walczącym… Przegrała niespełna dwa tygodnie temu.

Czy ze śmiercią można się pogodzić? Nie, można się z nią jedynie oswoić. Na to nigdy nie jest się gotowym. Wszystkim tym Bohaterom uścisnęłam dłoń, każdy jakkolwiek odznaczył się w moim życiu, każdy mnie czegoś nauczył. Za to jestem niezmiernie wdzięczna. 

2 komentarze :, , , , , więcej...

Nowe marzenie

przez , 14.sty.2014, w Bez kategorii

Mam marzenie. Kolejne. Niezwykłe, bo w końcu się pojawiło. Dawno o niczym nie marzyłam, chyba, że było to coś, co roiło się w mojej głowie już dawno. Marzę o tym, by obdarzyć kogoś niezwykle pięknym uczuciem. Całą swoją serdeczność i czułość przelać do wnętrza drugiej osoby. Zaprosić ją do mojego wnętrza. Dawać jej sto powodów do uśmiechu, codziennie. Czuć, że jestem ważna i potrzebna. Myślałam, ze zdeptałam to w sobie tak, jak zdeptano wszystkie moje uczucia. Miałam wrażenie, że zostały zrzucone na drugi plan, że straciły datę swojej przydatności, że wyschły i nie mają szans rozkwitać. Nie wiem, czy jest coś gorszego. Takiego człowieka można chyba nazwać bezwartościowym. Zatem, człowiek jest coś warty tylko wtedy, kiedy jest zakochany? Nie, człowiek jest warty wtedy, kiedy kocha, a to jest różnica. Ostatnio wydaje mi się, ze wokół mnie przedkłada się tę wartość ponad inne, wpajając mi tym samym, że powinnam się wreszcie zakochać. Ale nie. To moje nowe marzenie, nie potrzeba dopasowania się do otoczenia. Ci, którzy czytali moje wpisy regularnie, pisali/mówili, że najpiękniej potrafię opisywać swoje uczucia. Dawno tego nie było. Czuję się przez to trochę bezużyteczna. Nie czuję jednak, że powinnam- czuję, że chcę. Tą myślą i marzeniem rozpoczęłam swój Nowy Rok.
Kolejną moją myślą jest przeprowadzka do Katowic. Z jednej strony bardzo chcę, bo czuję, że tylko w ten sposób mam szansę na rozwój. Z drugiej strony, wydaje mi się, że to trochę niewdzięczne. W związku z tym, potrzebuję cholernego potwierdzenia, że robię dobrze. Póki go nie dostanę nie zrobię nic w tym kierunku.
Bezużyteczny fakt o mnie: nie piję kawy. Żadnej. Nienawidzę kawy i doskonale sobie bez niej radzę ;-)

Zostaw komentarz :, , więcej...

O wszystkim i niczym

przez , 28.gru.2013, w Bez kategorii

W naszym życiu pojawią się różne charaktery. Owe charaktery niejako również kształtują nasz charakter poprzez zetknięcie, starcie. Największy wpływ mają na nas czarne charaktery, które dają nam wyjątkową szkołę. Uczą nas odporności na przeróżne sytuacje- zwłaszcza na te dobre. Sprawiają, że boimy się tego, co dobre, bo kiedyś to dobre okazało się złe. Lubimy czarne charaktery, przyciągamy je do siebie. Wydają się sympatyczne, trochę tajemnicze, zabawne, pociągające, bezwstydne, bezwzględne i zawsze mają coś, czego my nie mamy. A i o wszem, nie mają… sumienia. Dają- zabierają, wodzą- zawodzą, umilają i zamieniają w piekło. Zabijają w nas wszystko, co najlepsze. 

Już po świętach. Miały być czymś długo wyczekiwanym i pięknym, pierwszy raz od dziewięciu lat. Wpadłam na pomysł, żeby te święta spędzić całą rodziną. I tak też się stało. Nie byłabym sobą, gdybym ze wzruszenia nie uroniła kilku łez.  Niestety, w tym roku znowu zabrakło mi… świętego spokoju. Jestem ciekawa, jak inni przeżywają święta, jakie emocje im towarzyszą. Ktoś chce się tym ze mną podzielić?
Babcia na siłę próbowała we mnie obudzić sumienie. Średnio co pół roku przypomina się jej, że nie chodzę do kościoła. Zawsze powtarza, że tacy ludzie nie powinni mieć świąt. Zgodnie z tym, co powiedziała, zripostowałam ją mówiąc: ”idąc Twoim tokiem myślenia, w tym roku wigilię powinnaś zjeść sama.”. Dodałam, że czuję się lepszym katolikiem, który bezwarunkowo poda rękę potrzebującemu, niż ten, który ze złożonymi rękoma i głową w górze chodzi co-niedzielnie do kościoła, nie patrząc na tych, którzy potrzebują pomocy. Babci zabrakło argumentów.

Niedawno, na zajęciach usłyszałam, że pewna doktorantka polonistyki domaga się usunięcia ”Murzynka Bambo” i ”W pustyni i w puszczy” z kanonu utworów do przeanalizowania na języku polskim w podstawówce. Według niej utwory te pobudzają w dzieciach niechęć do ludzi innej rasy, zwłaszcza czarnej. Murzynek Bambo przecież się nie myje, a Kali śmierdzi. Osobiście uważam, że rasistowskie i antysemickie pobudki kształtują się w nas dopiero w późniejszym okresie dojrzewania. Nikt z moich rówieśników w podstawówce nigdy nie pomyślał, że czarni są gorsi. Takich zwyczajów nie wynosimy ze szkoły, a już na pewno nie z lektur. Mało który dzieciak w tym przedziale wiekowym jest w stanie wyciągnąć jakiekolwiek wnioski z przeczytanej lektury, nie mówiąc o tym, że mało kto je czyta. Dla mnie te utwory są czymś w rodzaju podstawy dzieciństwa. Każdy je zna. Rasizm i antysemityzm pochodzi z czegoś innego, z całą pewnością będzie to internet i telewizja. Niektórzy wynoszą takie zwyczaje z domu. Równie dobrze rodzice mogliby się buntować przeciw emitowaniu ”Teletubisiów”, bo jeden z nich ma homoseksualne zapędy, albo przeciw ”Rumcajsowi”, który był agresywny i posiadał broń. Pytanie- po co? Przecież nikt na to nie zwraca uwagi. Dla dzieci liczy się przede wszystkim atrakcja z oglądania. 

Przyzwyczaiłam się w końcu do szkoły. Parę ludzi jest naprawdę przyjaznych i pomocnych. Moim niezrównanym bohaterem jest Sylwia, którą nazywam ”towarzyszem mojej niedoli”. Moje plany o rezygnacji z UŚ stały się bardziej odległe. Coraz częściej jednak myślę nad przeprowadzką do Katowic. Jestem wykończona Rydułtowami. Wolałam, kiedy były przeze mnie odwiedzane, aniżeli zamieszkiwane. Tutaj wszystko stoi w miejscu, tutaj nic się nie dzieje. To dobre miejsce dla małżeństw bez ambicji i emerytów. 
Ten wpis jest trochę chaotyczny, przechodzę z myśli w myśl. Może dlatego, że próbuję tutaj coś napisać od półtorej miesiąca. Dobrze się składa, bo kończy się rok, a ja chciałam podsumować parę spraw. Mianowicie- jak zawsze, postawiłam sobie jakieś cele. Plan wykonałam w 40%. Nie uwierzyłam w to, że jestem atrakcyjna zewnętrznie i wewnętrznie. Miłości szukałam na siłę, co doprowadziło do tego, że przestałam w nią wierzyć. Wiele razy próbowałam się uszczęśliwić, co wywołało skutek odwrotny do zamierzonego. Obroniłam licencjat, najlepiej jak się dało. Nie zamieszkałam we Wrocławiu, całkowicie zrezygnowałam z tego pomysłu. Starałam się żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Cóż z tego, skoro kłamstwa innych ludzi potrafiły je zdeptać bez pardonu. W związku z tym, co napisałam, na przyszły rok mam jedno postanowienie- nic nie postanawiać. Ogromnie cieszę się, że ten cholerny rok się kończy. Mam nadzieję, że moje zdeptane sumienie i poszarpane uczucia dojdą do siebie. Pragnę jedynie zostać człowiekiem.

Postanowiłam, że każdy wpis będę kończyła jednym bezużytecznym faktem o mnie.  Pierwszy z nich- nigdy nie obejrzałam żadnej części Star Wars i ani jednej części Matrixa. 

Zostaw komentarz :, , , , , , , , , więcej...

Życzenia

przez , 24.paź.2013, w Bez kategorii

Niespełna miesiąc temu obchodziłam urodziny. Najczęściej życzono mi wszystkiego najlepszego- to nic nadzwyczajnego. W tym roku nie wydało się to być specjalnie oklepane i takie zwyczajne. Może dlatego, że doceniam małe gesty. Najbardziej jednak ujęło mnie to, że życzono mi uśmiechu takiego,  z jakim zwykło się mnie utożsamiać. Życzono mi również dobroci i ciepła, cierpliwości i miłości, której jeszcze nie miałam. Czego życzymy innym i dlaczego same życzenia nie zdają się być szczere i wyjątkowe? Życzymy szczęścia- przydaje się. Miłości- oby jak najwięcej. Spełnienia marzeń- samo nic się nie robi, więc należy temu pomóc. Ludzie zaczęli się kategoryzować i nie są szczerzy, nawet wobec siebie. O chęci poznania głębi duszy drugiego człowieka nie wspominając. Żeby złożyć prawdziwe życzenia trzeba znać tego, któremu je składamy. Trzeba wiedzieć, czego potrzebuje, za czym tęskni i o czym marzy. Pewnie każdy z Was się zastanawia, po jaką cholerę to piszę, skoro w dzisiejszych czasach nie ma to najmniejszego znaczenia. Nic bardziej mylnego! Życzenia skłaniają nas do czynnej refleksji, pracy nad sobą i po prostu- cieszą nas. W te urodziny życzę sobie wytrwałości, bo ostatnio bardzo mi jej brakuje. Życzę sobie, aby Ci ludzie, którzy mnie otaczają nigdy we mnie nie zwątpili i nie chcieli mnie zostawić. Chcę sobie życzyć nienaiwnej dobroci. Dobrego człowieka u swego boku, który będzie mi dostarczał cholernie wielu powodów do uśmiechu. Chciałabym, aby zawsze mi się chciało i tego, bym odkrywała w ludziach to, co zgoła niezauważalne. I ostatnie- abym nie musiała dokonywać trudnych wyborów, a przynajmniej tego, by nie były dla mnie tak bardzo bolesne w skutkach. 
A Wam życzę uśmiechu- znowu i do znudzenia. Wiem, że wielu z Was go brakuje. To chyba wpływ jesieni.

Mam wrażenie, że ostatnio wszystko po prostu gdzieś mi ucieka. Nie potrafię odnaleźć się w nowej sytuacji. Tęsknię za poprzednimi studiami i za tym, że wcześniej byłam tak dobrze zorganizowana. I… doszłam do wniosku, że jestem za dobra. 

2 komentarze więcej...

Fundacja Polska

przez , 16.wrz.2013, w Bez kategorii

Pamiętam swoje dzieciństwo bardzo dobrze, bo przecież nie było to wcale tak dawno. ;-) Bawiłam się w dom, miałam fikcyjnego męża, dzieci i pracę. Lubiłam też lalki Barbie. Jeździłam na rowerze, chodziłam na boisko. A wieczorem… oglądałam Wieczorynkę. Lubiłam oglądać Muminki, Gumisie, Małą Syrenkę, Smurfy. Największą karą dla mnie była niemożność oglądania Wieczorynki. Owa Wieczorynka pojawiła się w TVP już w latach 50., kiedy to emitowano ”Jacka i Agatkę”. Ciocia zawsze opowiadała mi, że to była jej ulubiona bajka. Telewizja Polska ”zafundowała” dzieciom zdjęcie Wieczorynki z anteny z powodu słabej oglądalności. Jakby na to nie patrzeć, Wieczorynka była wizytówką telewizyjnej jedynki. Co innego funduje dzisiaj telewizja i radio dzieciom? Reklamy o treściach seksualnych, chorobach związanych z narządami płciowymi, zabezpieczeniach itp. Osobiście pamiętam, że kiedyś takie reklamy były emitowane dopiero po godzinie 22:00. Takich reklam nie słucha/nie ogląda się przyjemnie dorosłemu, więc po co karmić tym młodsze pokolenia… Czyżby KRRiT chciała wcześniej zafundować dzieciom edukację seksualną? 

Ostatnio poznałam bardzo sympatycznych chłopaków z Włoch. Niewiele ode mnie starsi, wyluzowani, uśmiechnięci, przystojni. Jedyną przeszkodą w rozmowie był oczywiście język. Z dumą mogę przyznać, że byłam lepsza- jeśli chodzi o angielski, choć nie był on specjalnie na wysokim poziomie. I choć ich styl życia na dłuższą metę po prostu by mnie irytował, to bardzo ich polubiłam. Postanowiłam sobie, że to będzie mój kolejny życiowy cel. Chcę nauczyć się płynnie mówić po angielsku. Poznałam też pewną panią, która od dwudziestu czterech lat mieszka w Niemczech. Zapytałam ją, czy tęskni za Polską. Odpowiedziała, bez zastanowienia, że nie. Denerwuje ją mentalność Polaków i przenikanie do najbardziej intymnych spraw. Bezpardonowość, obnażanie tajemnic… Mówiła, że tam jest inaczej. Podała mi również pewien pomysł. Według niej tam mogłabym się sprawdzić w swoim zawodzie, gdyż start jest o wiele prostszy, niż w Polsce, a Niemcy, jako ludzie, są bardzo otwarci. Pomyślałam, że to wcale nie jest głupie i zapiszę się również na kurs niemieckiego. ;-)

Zostaw komentarz więcej...

No name.

przez , 15.wrz.2013, w Bez kategorii

Wczoraj wybrałam się do kościoła, pierwszy raz od lutego, tego roku. Nie miałam potrzeby, mogłabym to raczej nazwać zwykłą chęcią. Nie będę poruszała tutaj swojego sumienia względem wiary, czy regularnego chodzenia do kościoła. Ja, jako nienaganny obserwator zachowań ludzkich stanęłam spokojnie na końcu kościoła, przy drzwiach wyjściowych, nikomu przy tym nie wadząc. Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na przeważającą ilość osób w podeszłym wieku. I choć w dzisiejszych czasach to nic zdumiewającego, to zdumiewające jest to, jak owi, starsi ludzie, rozumieją kościelne kazania. Moja babcia zwykle nie pamięta kazań, więc przypatrzyłam się jak mili państwo, wiekiem pasujący do mojej babci, słuchają kazań. Otóż tutaj… też raczej zaskoczenia nie było. Co poniektórzy spuszczali głowy, inni patrzyli w ścianę, drudzy rozmawiali. Kościół ma nas nauczać, dawać przykład. Kazanie, które wygłosił wczoraj ksiądz było niezmiernie treściwe i łatwe w odbiorze. Tematyką było wybaczanie, miłosierdzie i nawoływanie o częstszy udział w spowiedzi świętej. To naucza, to daje przykład, to jest mądre. Czyżby niektórym takie kazania potrzebne nie były?

Drugą sytuacją, która wywołała u mnie niemalże łzy w oczach był starszy pan, który chciał przyjąć Pana Jezusa. Był ostatni w kolejce, ledwo chodził, z drewnianą laską w lewej dłoni, trząsł się- ale dumnie kroczył w procesji komunii świętej. Ksiądz, widząc biednego staruszka zrobił aż… uwaga! cztery kroki, by ulżyć mu w podróży. Starszy pan, wracając na swoje miejsce, coraz bardziej niedomagał. Trzymał się ławek, robił bardzo powolne kroki, nieustannie się trzęsąc, a głowę podniósł wysoko i spoglądał na ludzi z wyraźną dumą. Dla niego- ogromny szacunek za takie poświęcenie. Jednakże, w tej historii jedna rzecz niesamowicie mną wstrząsnęła. Nikt nie pomógł mu dojść na swoje miejsce. Wszyscy gapili się i mu nie pomogli. Czy to właśnie na tym polega katolicyzm? A może na tym, by ludzie się wzajemnie miłowali i sobie pomagali. Ja, nieuczęszczająca co-niedzielnie na msze, czuję się lepszą katoliczką, niż którykolwiek chodzący na nie codziennie. Wiem, że takich sytuacji jest mnóstwo, ale w świątyni katolików to już raczej sprawa, która nie powinna w ogóle zaistnieć. Czy tak ciężko jest nam się zachować po prostu po ludzku?!

 

Potrzebuję słońca. Znowu zaczynam się dusić.

6 komentarze więcej...

przez , 07.wrz.2013, w Bez kategorii

Czuję się trochę jak w jakimś filmie. Nie ma nudy, ciągle coś się dzieje, kolejne wątki toczą nowe akcje. Przede wszystkim mój dzień jest poukładany, choć nie mogę powiedzieć, że w każdy kolejny dzień wkrada się rutyna. Jest naprawdę dobrze. Robię to, co tak naprawdę mi się podoba i na co w danej chwili mam ochotę. Nikt do niczego mnie nie zmusza. W tym momencie mojego życia mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że czuję się cholernie wolna. A co… gdyby ktoś mi tę wolność odebrał? Nie w sensie dosłownym, chodzi mi, natomiast, o pewnego rodzaju podporządkowanie. Takie, w granicach zdrowego rozsądku. Zupełnie neutralne podejście do związku. Czy zatem będąc z kimś można poczuć się wolnym? To chyba kwestia tego, na ile jesteśmy w stanie sobie pozwolić. Zniewolić możemy siebie sami, tylko i wyłącznie. Nie należy też zakochiwać się na śmierć. Relacje z partnerem powinny być minimalnie zdystansowane, poparte zaufaniem i szczerością. Taki związek chciałabym stworzyć i wypracować, nie sama.  To takie moje kolejne marzenie. Związki zwane przyjaźnią wypracowałam sobie bardzo dobrze i z tego jestem dumna. Przyznaję, sama przed sobą, że jest mi trochę brak tego zdystansowanego zniewolenia. Może to dlatego, że czasem jestem nieokiełznana i zagadkowa, sama dla siebie.

Czuję, że żyję, że jestem potrzebna, że coś mi się jednak należy, że mam chęć. To chyba nie grzech, prawda?  

Zostaw komentarz więcej...

Więź

przez , 04.sie.2013, w Bez kategorii

Jedne rzeczy się nie zmieniają. One mijają albo pozostają w nienaruszonym stanie- wszystko zależy od Twojego położenia, ochoty, determinacji. Pisząc o tych „rzeczach”, mam na myśli znajomości, przyjaźnie, więzi rodzinne, czy związki miłosne. Jestem tego świetnym przykładem. Moje położenie zadecydowało o rezygnacji z dawnych znajomości. Ochoty większej nie mam również na utrzymywanie, na siłę, starych przyjaźni. Nie mam też zamiaru starać się o związki miłosne, bo takowe z nikim mnie nie łączą. Jeśli chodzi o więzi rodzinne, tutaj jest trochę inaczej. Na to nie mamy większego wpływu. Wszystko wiąże jednak jedno- odrobina więzi emocjonalnej i starania się. Jedni starają się bardziej, drudzy mniej, wiadomo. Im bardziej na kimś Ci zależy, tym trudniej jest Ci wyjawić prawdę lub coś szczerze powiedzieć. Cóż może sie zdarzyć po podaniu dawki szczerości i prawdy? Obraza, nienawiść, żal, a z drugiej strony- scalenie i umocnienie. Wiele więzi zrywanych jest przez prawdę. Ale… chyba było warto, prawda? Chociażby dla spokoju sumienia.
Jak na razie udaje mi się odbudować starą, ciągle aktualną i, do pewnego czasu, nierozerwalną więź. Pytanie tylko, czy to nie spowoduje rozerwania kolejnej więzi.

Na wakacje narzekać. Niby bez szału, ale też niespecjalnie nudno.
Kolejny świetny weekend za mną. Podziękowania dla Kasi i Adama! Pora odwiedzić Wrocław ;-)

Zostaw komentarz więcej...

Po przerwie

przez , 04.cze.2013, w Bez kategorii

Czasami czuję, jakby ludzie mówili innym językiem, niż ja. I nie chodzi mi tutaj bynajmniej o język obcy. Bardzo staram się ich zrozumieć, ale czasami zwyczajnie się nie da. Możliwe, że wynika to z tego, że gdzieś zanika komunikacja. Człowiek staje się ograniczony. Przede wszystkim nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Wszystko sprowadza się do literek w SMS-ach, w komunikatorach, Facebooku, Twitterze… A jeśli przychodzi nam porozmawiać z kimś w cztery oczy zwyczajnie nie wiemy, o czym mówić. Poziom konwersacji jest zazwyczaj niski. Rozmawiamy o sprawach banalnych, ażeby tylko uniknąć czegoś głębszego. Boimy się szczerości, krążymy obok tematów, o których tak naprawdę chcielibyśmy rozmawiać. Czasami przeraża mnie też nadzwyczajna bystrość i inteligencja. To też może niejako blokować komunikację. Nowe formy komunikacji, mimo, że są bardzo przydatne i niezwykłe nie zastępują bliskości, zapachu, dotyku… istoty tego, co człowiecze.

Bardzo często słyszę, że w moich wpisach czuje się pewien niedosyt. Powodem tego jest to, że chcę zarysować problem, a czytelnik powinien go rozwinąć, sam dla siebie. Pomyśleć, postawić parę pytań i starać się na nie odpowiedzieć.

Muszę się pochwalić, że od wtorku jestem licencjonowaną dziennikarką o specjalizacji prasowej. Bramy McDonalda, stacji benzynowych, hipermarketów i bezpłatnych stażów stoją dla mnie otworem ;-). Od września wybieram się do Katowic po kolejne wyzwanie, jakim jest osiągnięcie tytułu magistra. Kto wie, może za trzy lata będą mówić do mnie ,,pani kierownik”? ;-) 
Swoją długą nieobecność usprawiedliwiam właśnie przygotowaniami do obrony. Licencjat pochłonął całą moją twórczą wenę. Teraz mam plan na następny wpis, gdzie zestawię charakter kobiecy z męskim.

Bardzo gorąco chciałam podziękować mojej babci, która powinna dostać Nobla za cierpliwość, jaką okazała w tym czasie. Dziękuję bratu, który nie umie języka angielskiego, a mimo to, czytał mi anglojęzyczną książkę, kiedy już byłam na to zbyt zmęczona. Dziękuję Moni za to, że bardzo mnie wówczas wspierała i była ze mną na obronie. Dziękuję przyjaciołom i znajomym za trzymanie kciuków. Wszystko to przyczyniło się do mojego małego sukcesu.

Dobrze, że świeci słońce! 

Zostaw komentarz więcej...

Setny wpis

przez , 27.maj.2013, w Bez kategorii

Tak mało czasu, tak dużo do zrobienia, czyli- wszystko jest lepsze od pisania pracy licencjackiej. Motywacja jest ogromna, ale chęci minimalne. 
To, że piszę licencjat wiąże się z tym, że kończę trzeci rok studiów, trzeci rok dziennikarstwa. Trzy lata po maturze! Kawał czasu. Przerażające. Jeszcze niedawno szukałam tej cholernej Katowickiej 89, Kaśka szukała Solarisa, a potem, wspólnie szukałyśmy Sobieskiego 28. Pierwszy dzień na studiach pamiętam bardzo dobrze. Siedzieliśmy na wielkiej auli z dwoma innymi kierunkami i nie wiedzieliśmy jeszcze: kto, gdzie, z kim, jak i kiedy. Obok mnie usiadła dość sympatyczna dziewczyna, całe szczęście z mojego roku, więc nie czułam się tak głupkowato osamotniona. Pierwsza wycieczka przed Civitas na papierosa była trochę kontrowersyjna i nieco przerażająca. Wypowiedź pana z kręconymi włosami i bluzą z Pumy o tym, że ma nadzieję, że nie będziemy sobie wchodzić w drogę była mało sympatyczna. Była też drobna dziewczynka, z biedronką na bluzie i spodniami moro, która swoim wyglądem przypominała niewinne stworzenie. Rzeczywistość okazała się inna, kiedy wyciągnęła Westy Ice’y i powiedziała: ”Ja pierdole, co za dzień!”, czy coś w tym stylu. Jeden chłopak przyglądał mi się trochę bojaźliwie. Siedział na podłodze i słuchał muzyki. Towarzyszył mu facet-kabareciarz, który pierwszym tekstem o niskobudżetowych, niemieckich filmach porno, rozbroił wszystkich. Później, z tymi chłopakami wyruszyłam na, jakże obiecujący, spacer do Polo Marketu. Pamiętam też, że na Wiedzę o filmie spóźniły się dwie dziewczyny, trochę pokręcone, a stukot ich obcasów, było słychać już koło akademików. 
Pierwsze nocowanie na Sobieskiego 28 również pamiętam doskonale. Po zajęciach włączyłam ”Zdzisława”, który bezbłędnie doprowadził Kaśkę, Piotrusia i mnie do celu. Wieczorek zapoznawczy odbył się przy dwóch Desperadosach w moim wykonaniu. Kiedy tylko poszłam się kąpać, Piotr przyprowadził do kuchni jakichś nieznajomych gości, z którymi później gdzieś zniknął. Z Kasią poznałyśmy się lepiej, nie wiedzieć, czemu od pierwszego zjazdu poczułam, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić. I tak… została moją potencjalną siostrą. Rano budziłyśmy Piotra słowami: ”Piotr, wstawaj, ogórkowa!”, na to Piotr: ”Spierdalaj, nie lubię ogórkowej…”. Chyba nie był tym faktem zbytnio ucieszony.
O studiach mogłabym pisać wiele, bo też wiele się podczas tych trzech lat wydarzyło. Chciałabym jednak pamiętać te dobre chwile. Było ich na tyle dużo, że chyba przeważyły te gorsze. Były próbą naszych umiejętności, charakterów, wytrzymałości i przyjaźni, która się między nami zawiązała. Oprócz edukacji, czyli tej ciemniejszej strony studiowania, nauczyłam się wielu nowych, przydatnych, życiowych rzeczy. W ciągu tych trzech lat poznałam różnych ludzi, z różnymi problemami, z różnymi potrzebami i marzeniami, statusami związków, poglądami na życie, ale podobnym poczuciem humoru i chęcią do zabawy. To było coś i będzie mi tego brakowało. Mam nadzieję, że na pożegnanie nie usłyszę: ”żegnaj”, chciałabym, żeby było to coś w stylu: ”do widzenia”. 

Trochę się spóźniłam, bo dzień Matki był wczoraj. Mam nadzieję, że każdy z Was odpowiednio podziękował swojej Matce za trud włożony w Wasze wychowanie, edukację i za to, że wyszliście na ludzi. Za czas Wam poświęcony, za serce, dobroć, troskę, kary wychowawcze, ochronę. Mam też nadzieję, że żaden z Was nie mianuje Jej jako ”moja stara” (nawet nie chce mi się tego komentować…). Ufam, że każdy z Was szanuje Ją i kocha najbardziej na świecie. Bo Matka… to taki nasz bohater. Nie książkowy, czy telewizyjny. Nasz. Jedyny w swoim rodzaju. A bohatera też trzeba bronić i odwdzięczyć się. Ja Swoją Bohaterkę już pochowałam, ale wciąż o Niej pamiętam i wszystko bym oddała, żeby teraz spędzić z Nią ten jeden dzień w roku.

Tymczasem przesyłam Wam mnóstwo uśmiechu, bo wiem, że wielu z Was go potrzebuje.

4 komentarze więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...