Życzenia

przez , 24.paź.2013, w Bez kategorii

Niespełna miesiąc temu obchodziłam urodziny. Najczęściej życzono mi wszystkiego najlepszego- to nic nadzwyczajnego. W tym roku nie wydało się to być specjalnie oklepane i takie zwyczajne. Może dlatego, że doceniam małe gesty. Najbardziej jednak ujęło mnie to, że życzono mi uśmiechu takiego,  z jakim zwykło się mnie utożsamiać. Życzono mi również dobroci i ciepła, cierpliwości i miłości, której jeszcze nie miałam. Czego życzymy innym i dlaczego same życzenia nie zdają się być szczere i wyjątkowe? Życzymy szczęścia- przydaje się. Miłości- oby jak najwięcej. Spełnienia marzeń- samo nic się nie robi, więc należy temu pomóc. Ludzie zaczęli się kategoryzować i nie są szczerzy, nawet wobec siebie. O chęci poznania głębi duszy drugiego człowieka nie wspominając. Żeby złożyć prawdziwe życzenia trzeba znać tego, któremu je składamy. Trzeba wiedzieć, czego potrzebuje, za czym tęskni i o czym marzy. Pewnie każdy z Was się zastanawia, po jaką cholerę to piszę, skoro w dzisiejszych czasach nie ma to najmniejszego znaczenia. Nic bardziej mylnego! Życzenia skłaniają nas do czynnej refleksji, pracy nad sobą i po prostu- cieszą nas. W te urodziny życzę sobie wytrwałości, bo ostatnio bardzo mi jej brakuje. Życzę sobie, aby Ci ludzie, którzy mnie otaczają nigdy we mnie nie zwątpili i nie chcieli mnie zostawić. Chcę sobie życzyć nienaiwnej dobroci. Dobrego człowieka u swego boku, który będzie mi dostarczał cholernie wielu powodów do uśmiechu. Chciałabym, aby zawsze mi się chciało i tego, bym odkrywała w ludziach to, co zgoła niezauważalne. I ostatnie- abym nie musiała dokonywać trudnych wyborów, a przynajmniej tego, by nie były dla mnie tak bardzo bolesne w skutkach. 
A Wam życzę uśmiechu- znowu i do znudzenia. Wiem, że wielu z Was go brakuje. To chyba wpływ jesieni.

Mam wrażenie, że ostatnio wszystko po prostu gdzieś mi ucieka. Nie potrafię odnaleźć się w nowej sytuacji. Tęsknię za poprzednimi studiami i za tym, że wcześniej byłam tak dobrze zorganizowana. I… doszłam do wniosku, że jestem za dobra. 

2 komentarze więcej...

Fundacja Polska

przez , 16.wrz.2013, w Bez kategorii

Pamiętam swoje dzieciństwo bardzo dobrze, bo przecież nie było to wcale tak dawno. ;-) Bawiłam się w dom, miałam fikcyjnego męża, dzieci i pracę. Lubiłam też lalki Barbie. Jeździłam na rowerze, chodziłam na boisko. A wieczorem… oglądałam Wieczorynkę. Lubiłam oglądać Muminki, Gumisie, Małą Syrenkę, Smurfy. Największą karą dla mnie była niemożność oglądania Wieczorynki. Owa Wieczorynka pojawiła się w TVP już w latach 50., kiedy to emitowano ”Jacka i Agatkę”. Ciocia zawsze opowiadała mi, że to była jej ulubiona bajka. Telewizja Polska ”zafundowała” dzieciom zdjęcie Wieczorynki z anteny z powodu słabej oglądalności. Jakby na to nie patrzeć, Wieczorynka była wizytówką telewizyjnej jedynki. Co innego funduje dzisiaj telewizja i radio dzieciom? Reklamy o treściach seksualnych, chorobach związanych z narządami płciowymi, zabezpieczeniach itp. Osobiście pamiętam, że kiedyś takie reklamy były emitowane dopiero po godzinie 22:00. Takich reklam nie słucha/nie ogląda się przyjemnie dorosłemu, więc po co karmić tym młodsze pokolenia… Czyżby KRRiT chciała wcześniej zafundować dzieciom edukację seksualną? 

Ostatnio poznałam bardzo sympatycznych chłopaków z Włoch. Niewiele ode mnie starsi, wyluzowani, uśmiechnięci, przystojni. Jedyną przeszkodą w rozmowie był oczywiście język. Z dumą mogę przyznać, że byłam lepsza- jeśli chodzi o angielski, choć nie był on specjalnie na wysokim poziomie. I choć ich styl życia na dłuższą metę po prostu by mnie irytował, to bardzo ich polubiłam. Postanowiłam sobie, że to będzie mój kolejny życiowy cel. Chcę nauczyć się płynnie mówić po angielsku. Poznałam też pewną panią, która od dwudziestu czterech lat mieszka w Niemczech. Zapytałam ją, czy tęskni za Polską. Odpowiedziała, bez zastanowienia, że nie. Denerwuje ją mentalność Polaków i przenikanie do najbardziej intymnych spraw. Bezpardonowość, obnażanie tajemnic… Mówiła, że tam jest inaczej. Podała mi również pewien pomysł. Według niej tam mogłabym się sprawdzić w swoim zawodzie, gdyż start jest o wiele prostszy, niż w Polsce, a Niemcy, jako ludzie, są bardzo otwarci. Pomyślałam, że to wcale nie jest głupie i zapiszę się również na kurs niemieckiego. ;-)

Zostaw komentarz więcej...

No name.

przez , 15.wrz.2013, w Bez kategorii

Wczoraj wybrałam się do kościoła, pierwszy raz od lutego, tego roku. Nie miałam potrzeby, mogłabym to raczej nazwać zwykłą chęcią. Nie będę poruszała tutaj swojego sumienia względem wiary, czy regularnego chodzenia do kościoła. Ja, jako nienaganny obserwator zachowań ludzkich stanęłam spokojnie na końcu kościoła, przy drzwiach wyjściowych, nikomu przy tym nie wadząc. Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na przeważającą ilość osób w podeszłym wieku. I choć w dzisiejszych czasach to nic zdumiewającego, to zdumiewające jest to, jak owi, starsi ludzie, rozumieją kościelne kazania. Moja babcia zwykle nie pamięta kazań, więc przypatrzyłam się jak mili państwo, wiekiem pasujący do mojej babci, słuchają kazań. Otóż tutaj… też raczej zaskoczenia nie było. Co poniektórzy spuszczali głowy, inni patrzyli w ścianę, drudzy rozmawiali. Kościół ma nas nauczać, dawać przykład. Kazanie, które wygłosił wczoraj ksiądz było niezmiernie treściwe i łatwe w odbiorze. Tematyką było wybaczanie, miłosierdzie i nawoływanie o częstszy udział w spowiedzi świętej. To naucza, to daje przykład, to jest mądre. Czyżby niektórym takie kazania potrzebne nie były?

Drugą sytuacją, która wywołała u mnie niemalże łzy w oczach był starszy pan, który chciał przyjąć Pana Jezusa. Był ostatni w kolejce, ledwo chodził, z drewnianą laską w lewej dłoni, trząsł się- ale dumnie kroczył w procesji komunii świętej. Ksiądz, widząc biednego staruszka zrobił aż… uwaga! cztery kroki, by ulżyć mu w podróży. Starszy pan, wracając na swoje miejsce, coraz bardziej niedomagał. Trzymał się ławek, robił bardzo powolne kroki, nieustannie się trzęsąc, a głowę podniósł wysoko i spoglądał na ludzi z wyraźną dumą. Dla niego- ogromny szacunek za takie poświęcenie. Jednakże, w tej historii jedna rzecz niesamowicie mną wstrząsnęła. Nikt nie pomógł mu dojść na swoje miejsce. Wszyscy gapili się i mu nie pomogli. Czy to właśnie na tym polega katolicyzm? A może na tym, by ludzie się wzajemnie miłowali i sobie pomagali. Ja, nieuczęszczająca co-niedzielnie na msze, czuję się lepszą katoliczką, niż którykolwiek chodzący na nie codziennie. Wiem, że takich sytuacji jest mnóstwo, ale w świątyni katolików to już raczej sprawa, która nie powinna w ogóle zaistnieć. Czy tak ciężko jest nam się zachować po prostu po ludzku?!

 

Potrzebuję słońca. Znowu zaczynam się dusić.

6 komentarze więcej...

przez , 07.wrz.2013, w Bez kategorii

Czuję się trochę jak w jakimś filmie. Nie ma nudy, ciągle coś się dzieje, kolejne wątki toczą nowe akcje. Przede wszystkim mój dzień jest poukładany, choć nie mogę powiedzieć, że w każdy kolejny dzień wkrada się rutyna. Jest naprawdę dobrze. Robię to, co tak naprawdę mi się podoba i na co w danej chwili mam ochotę. Nikt do niczego mnie nie zmusza. W tym momencie mojego życia mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że czuję się cholernie wolna. A co… gdyby ktoś mi tę wolność odebrał? Nie w sensie dosłownym, chodzi mi, natomiast, o pewnego rodzaju podporządkowanie. Takie, w granicach zdrowego rozsądku. Zupełnie neutralne podejście do związku. Czy zatem będąc z kimś można poczuć się wolnym? To chyba kwestia tego, na ile jesteśmy w stanie sobie pozwolić. Zniewolić możemy siebie sami, tylko i wyłącznie. Nie należy też zakochiwać się na śmierć. Relacje z partnerem powinny być minimalnie zdystansowane, poparte zaufaniem i szczerością. Taki związek chciałabym stworzyć i wypracować, nie sama.  To takie moje kolejne marzenie. Związki zwane przyjaźnią wypracowałam sobie bardzo dobrze i z tego jestem dumna. Przyznaję, sama przed sobą, że jest mi trochę brak tego zdystansowanego zniewolenia. Może to dlatego, że czasem jestem nieokiełznana i zagadkowa, sama dla siebie.

Czuję, że żyję, że jestem potrzebna, że coś mi się jednak należy, że mam chęć. To chyba nie grzech, prawda?  

Zostaw komentarz więcej...

Więź

przez , 04.sie.2013, w Bez kategorii

Jedne rzeczy się nie zmieniają. One mijają albo pozostają w nienaruszonym stanie- wszystko zależy od Twojego położenia, ochoty, determinacji. Pisząc o tych „rzeczach”, mam na myśli znajomości, przyjaźnie, więzi rodzinne, czy związki miłosne. Jestem tego świetnym przykładem. Moje położenie zadecydowało o rezygnacji z dawnych znajomości. Ochoty większej nie mam również na utrzymywanie, na siłę, starych przyjaźni. Nie mam też zamiaru starać się o związki miłosne, bo takowe z nikim mnie nie łączą. Jeśli chodzi o więzi rodzinne, tutaj jest trochę inaczej. Na to nie mamy większego wpływu. Wszystko wiąże jednak jedno- odrobina więzi emocjonalnej i starania się. Jedni starają się bardziej, drudzy mniej, wiadomo. Im bardziej na kimś Ci zależy, tym trudniej jest Ci wyjawić prawdę lub coś szczerze powiedzieć. Cóż może sie zdarzyć po podaniu dawki szczerości i prawdy? Obraza, nienawiść, żal, a z drugiej strony- scalenie i umocnienie. Wiele więzi zrywanych jest przez prawdę. Ale… chyba było warto, prawda? Chociażby dla spokoju sumienia.
Jak na razie udaje mi się odbudować starą, ciągle aktualną i, do pewnego czasu, nierozerwalną więź. Pytanie tylko, czy to nie spowoduje rozerwania kolejnej więzi.

Na wakacje narzekać. Niby bez szału, ale też niespecjalnie nudno.
Kolejny świetny weekend za mną. Podziękowania dla Kasi i Adama! Pora odwiedzić Wrocław ;-)

Zostaw komentarz więcej...

Po przerwie

przez , 04.cze.2013, w Bez kategorii

Czasami czuję, jakby ludzie mówili innym językiem, niż ja. I nie chodzi mi tutaj bynajmniej o język obcy. Bardzo staram się ich zrozumieć, ale czasami zwyczajnie się nie da. Możliwe, że wynika to z tego, że gdzieś zanika komunikacja. Człowiek staje się ograniczony. Przede wszystkim nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Wszystko sprowadza się do literek w SMS-ach, w komunikatorach, Facebooku, Twitterze… A jeśli przychodzi nam porozmawiać z kimś w cztery oczy zwyczajnie nie wiemy, o czym mówić. Poziom konwersacji jest zazwyczaj niski. Rozmawiamy o sprawach banalnych, ażeby tylko uniknąć czegoś głębszego. Boimy się szczerości, krążymy obok tematów, o których tak naprawdę chcielibyśmy rozmawiać. Czasami przeraża mnie też nadzwyczajna bystrość i inteligencja. To też może niejako blokować komunikację. Nowe formy komunikacji, mimo, że są bardzo przydatne i niezwykłe nie zastępują bliskości, zapachu, dotyku… istoty tego, co człowiecze.

Bardzo często słyszę, że w moich wpisach czuje się pewien niedosyt. Powodem tego jest to, że chcę zarysować problem, a czytelnik powinien go rozwinąć, sam dla siebie. Pomyśleć, postawić parę pytań i starać się na nie odpowiedzieć.

Muszę się pochwalić, że od wtorku jestem licencjonowaną dziennikarką o specjalizacji prasowej. Bramy McDonalda, stacji benzynowych, hipermarketów i bezpłatnych stażów stoją dla mnie otworem ;-). Od września wybieram się do Katowic po kolejne wyzwanie, jakim jest osiągnięcie tytułu magistra. Kto wie, może za trzy lata będą mówić do mnie ,,pani kierownik”? ;-) 
Swoją długą nieobecność usprawiedliwiam właśnie przygotowaniami do obrony. Licencjat pochłonął całą moją twórczą wenę. Teraz mam plan na następny wpis, gdzie zestawię charakter kobiecy z męskim.

Bardzo gorąco chciałam podziękować mojej babci, która powinna dostać Nobla za cierpliwość, jaką okazała w tym czasie. Dziękuję bratu, który nie umie języka angielskiego, a mimo to, czytał mi anglojęzyczną książkę, kiedy już byłam na to zbyt zmęczona. Dziękuję Moni za to, że bardzo mnie wówczas wspierała i była ze mną na obronie. Dziękuję przyjaciołom i znajomym za trzymanie kciuków. Wszystko to przyczyniło się do mojego małego sukcesu.

Dobrze, że świeci słońce! 

Zostaw komentarz więcej...

Setny wpis

przez , 27.maj.2013, w Bez kategorii

Tak mało czasu, tak dużo do zrobienia, czyli- wszystko jest lepsze od pisania pracy licencjackiej. Motywacja jest ogromna, ale chęci minimalne. 
To, że piszę licencjat wiąże się z tym, że kończę trzeci rok studiów, trzeci rok dziennikarstwa. Trzy lata po maturze! Kawał czasu. Przerażające. Jeszcze niedawno szukałam tej cholernej Katowickiej 89, Kaśka szukała Solarisa, a potem, wspólnie szukałyśmy Sobieskiego 28. Pierwszy dzień na studiach pamiętam bardzo dobrze. Siedzieliśmy na wielkiej auli z dwoma innymi kierunkami i nie wiedzieliśmy jeszcze: kto, gdzie, z kim, jak i kiedy. Obok mnie usiadła dość sympatyczna dziewczyna, całe szczęście z mojego roku, więc nie czułam się tak głupkowato osamotniona. Pierwsza wycieczka przed Civitas na papierosa była trochę kontrowersyjna i nieco przerażająca. Wypowiedź pana z kręconymi włosami i bluzą z Pumy o tym, że ma nadzieję, że nie będziemy sobie wchodzić w drogę była mało sympatyczna. Była też drobna dziewczynka, z biedronką na bluzie i spodniami moro, która swoim wyglądem przypominała niewinne stworzenie. Rzeczywistość okazała się inna, kiedy wyciągnęła Westy Ice’y i powiedziała: ”Ja pierdole, co za dzień!”, czy coś w tym stylu. Jeden chłopak przyglądał mi się trochę bojaźliwie. Siedział na podłodze i słuchał muzyki. Towarzyszył mu facet-kabareciarz, który pierwszym tekstem o niskobudżetowych, niemieckich filmach porno, rozbroił wszystkich. Później, z tymi chłopakami wyruszyłam na, jakże obiecujący, spacer do Polo Marketu. Pamiętam też, że na Wiedzę o filmie spóźniły się dwie dziewczyny, trochę pokręcone, a stukot ich obcasów, było słychać już koło akademików. 
Pierwsze nocowanie na Sobieskiego 28 również pamiętam doskonale. Po zajęciach włączyłam ”Zdzisława”, który bezbłędnie doprowadził Kaśkę, Piotrusia i mnie do celu. Wieczorek zapoznawczy odbył się przy dwóch Desperadosach w moim wykonaniu. Kiedy tylko poszłam się kąpać, Piotr przyprowadził do kuchni jakichś nieznajomych gości, z którymi później gdzieś zniknął. Z Kasią poznałyśmy się lepiej, nie wiedzieć, czemu od pierwszego zjazdu poczułam, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić. I tak… została moją potencjalną siostrą. Rano budziłyśmy Piotra słowami: ”Piotr, wstawaj, ogórkowa!”, na to Piotr: ”Spierdalaj, nie lubię ogórkowej…”. Chyba nie był tym faktem zbytnio ucieszony.
O studiach mogłabym pisać wiele, bo też wiele się podczas tych trzech lat wydarzyło. Chciałabym jednak pamiętać te dobre chwile. Było ich na tyle dużo, że chyba przeważyły te gorsze. Były próbą naszych umiejętności, charakterów, wytrzymałości i przyjaźni, która się między nami zawiązała. Oprócz edukacji, czyli tej ciemniejszej strony studiowania, nauczyłam się wielu nowych, przydatnych, życiowych rzeczy. W ciągu tych trzech lat poznałam różnych ludzi, z różnymi problemami, z różnymi potrzebami i marzeniami, statusami związków, poglądami na życie, ale podobnym poczuciem humoru i chęcią do zabawy. To było coś i będzie mi tego brakowało. Mam nadzieję, że na pożegnanie nie usłyszę: ”żegnaj”, chciałabym, żeby było to coś w stylu: ”do widzenia”. 

Trochę się spóźniłam, bo dzień Matki był wczoraj. Mam nadzieję, że każdy z Was odpowiednio podziękował swojej Matce za trud włożony w Wasze wychowanie, edukację i za to, że wyszliście na ludzi. Za czas Wam poświęcony, za serce, dobroć, troskę, kary wychowawcze, ochronę. Mam też nadzieję, że żaden z Was nie mianuje Jej jako ”moja stara” (nawet nie chce mi się tego komentować…). Ufam, że każdy z Was szanuje Ją i kocha najbardziej na świecie. Bo Matka… to taki nasz bohater. Nie książkowy, czy telewizyjny. Nasz. Jedyny w swoim rodzaju. A bohatera też trzeba bronić i odwdzięczyć się. Ja Swoją Bohaterkę już pochowałam, ale wciąż o Niej pamiętam i wszystko bym oddała, żeby teraz spędzić z Nią ten jeden dzień w roku.

Tymczasem przesyłam Wam mnóstwo uśmiechu, bo wiem, że wielu z Was go potrzebuje.

4 komentarze więcej...

Zagadka

przez , 18.maj.2013, w Bez kategorii

Znajdź, proszę, słowo klucz.

W życiu człowieka pojawia się taki stan, który znacznie na niego oddziałuje. Zachodzą, bowiem Duże zmiany. Niekoniecznie dobrze mu służą. Stan ten jest dla niego Enigmatyczny. I wtedy zaczyna się Problem. Zaczyna odczuwać brak chęci do czegokolwiek. Nie ma powodu, dla którego mógłby zacząć nowy dzień i zwyczajnie mógł się nim cieszyć. Nie ma ochoty wykonywać codziennych czynności. Przyjaciele i rodzina nie odgrywają większej Roli. Targają nim różne Emocje. Chciałby głośno zapłakać, ale nie potrafi. Wyciąga rękę, wcale nie po to, by udzielić pomocy. On Sam o nią błaga. Wydaje mu się, że przyszłość jest po prostu beznadziejna. Że wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby go zabrakło. Ma nieodparte wrażenie, że tak naprawdę nic w Jego życiu się nie zmienia i nic nie może pójść ku lepszemu. Nie mówiąc o motywacji, która gdzieś zagrzebała się głęboko pod ziemią. Denerwuje go nieszczęście innych, jednocześnie drażni go nadmiar szczęścia. Beznadzieja, prawda? Zamyka się w pokoju i myśli… Pogłębia swoje rozgoryczenie. Jest nieco Aspołeczny. 

Tak właśnie czułam się od dłuższego czasu. Nie potrafiłam nazwać problemu, a tym bardziej o nim mówić. Raz się nasilał, innym razem wydawać by się mogło, że w ogóle go nie ma. Narastał i w końcu pękł. Pierwszy raz coś tak bardzo mnie złamało. Nie poddałam się całkowicie. Wychodzę na prostą i staram się. Naprawdę się staram.
Dziękuję za wsparcie. 

 

Chciałam być bliżej, niż blisko. Chciałam coś znaczyć. Teraz cieszę się, że tak naprawdę nie znaczyłam nic. Mam kolejną lekcję.

2 komentarze więcej...

Krótko.

przez , 09.maj.2013, w Bez kategorii

Chciałabym chcieć. A… nic mi się nie chce. Nie umiem płakać, a potrzebne jest mi to tak samo, jak trzy miesiące temu słońce za oknem. Najchętniej kupiłabym ciemną roletę, bo mój pokój wydaje mi się zbyt jasny. Zamknęłabym się w nim i nigdzie nie wychodziła.
Po raz pierwszy wołam o pomoc, bo dzieje się ze mną coś, czego sama nie jestem w stanie wyjaśnić. Mam problem i nie wiem, gdzie szukać jego źródła.

Jestem taka doskonała… doskonała w swojej niedoskonałości. 

Zostaw komentarz więcej...

Przyzwyczajenia

przez , 05.maj.2013, w Bez kategorii

Ostrzeżenie: Wpis będzie długi i cholernie wyczerpujący, gdyż mam wiele pomysłów, które chcę skutecznie zrealizować, poniżej. Jeśli jesteś gotów- czytaj, a ja zapraszam na wycieczkę po mojej głowie.

Z przyzwyczajenia wstaję rano wcześnie.
Z przyzwyczajenia robię sobie rano herbatę.
Z przyzwyczajenia idę się umyć.
Z przyzwyczajenia zapalam pierwszego papierosa.
Z przyzwyczajenia wsiadam do samochodu i włączam głośno radio.
Z przyzwyczajenia otwieram szybę i odpalam kolejnego papierosa.
Z przyzwyczajenia jadę ulicą Piecowską w kierunku Rydułtów.
Z przyzwyczajenia co pięć minut spoglądam na telefon, wcale nie po to, żeby zerknąć, która jest godzina.
Z przyzwyczajenia odbieram telefon Łukasza, zgadzając się na wspólnego papierosa i krótką pogawędkę, to u Niego, to u mnie.
Z przyzwyczajenia zaczynam sprzątać.
Z przyzwyczajenia planuję z babcią co zrobić na obiad.
Z przyzwyczajenia rzucam jakiś żart.
Z przyzwyczajenia czekam, aż wpadnie Monika.
Z przyzwyczajenia czekam na SMS-a.
Z  przyzwyczajenia zaczynam tęsknić.
Z przyzwyczajenia włączam muzykę, która przywołuje wspomnienia.
Z przyzwyczajenia otwieram okno, siadam na parapecie i oglądam niebo.
Z przyzwyczajenia późno kładę się spać.
Z przyzwyczajenia myślę o tym, co mi dokucza.
A jakie Ty masz przyzwyczajenia? Czy można zrobić coś, co pomoże nam się odzwyczaić? To kwestia tego, czy potrzebujemy zmiany. Jeśli to, do czego jesteś przyzwyczajony sprawia Ci satysfakcję, nie zmieniaj tego. Jeśli nie- zmień coś. Zaburz ten cały harmonogram, zbuduj go od początku.

Wielu ludzi pyta mnie, jak stworzyć zdrowy związek? Otóż, moi drodzy, nie znam na to recepty. Nie potrafię zbudować stałej relacji z kimś, na kim mi zależy, bo właśnie… zależy mi za bardzo. Zdrowy związek, to taki, oparty na partnerstwie. Dobrej znajomości siebie i partnera. Relacji bardziej przyjacielskiej, niż romantycznej. Wzajemnym utrzymywaniu przy upadku i przytrzymywaniu przy zwycięstwie. Staraniu o to, by to, co łączy było nierozerwalne. Na szczerości, która jest kruchym, ale pięknym prezentem. 

Chciałabym oświadczyć, że nie zamierzam zrezygnować z marzenia o śpiewaniu na większej scenie, niż ta, na karaoke, w rydułtowskiej Warce. W czerwcu wybieram się na casting. Pragnę, żeby to się udało.

W zasadzie jestem zrezygnowana. Czuję się bardziej samotna, niż kiedykolwiek wcześniej. Brak mi motywacji do działania. Czuję, jak czas nieubłaganie przecieka mi przez palce. Widzę cholerną ciemność i ogarnia mnie pustka. Tęskno mi. Jednocześnie jestem zła, bo historia lubi się powtarzać. A… tak bardzo chciałabym zmienić jej bieg.

Wróciłam tutaj. Raczej na stałe. Dobrze mi tu. 

4 komentarze więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.