Archiwum dla: Maj, 2013

Setny wpis

przez , 27.maj.2013, w Bez kategorii

Tak mało czasu, tak dużo do zrobienia, czyli- wszystko jest lepsze od pisania pracy licencjackiej. Motywacja jest ogromna, ale chęci minimalne. 
To, że piszę licencjat wiąże się z tym, że kończę trzeci rok studiów, trzeci rok dziennikarstwa. Trzy lata po maturze! Kawał czasu. Przerażające. Jeszcze niedawno szukałam tej cholernej Katowickiej 89, Kaśka szukała Solarisa, a potem, wspólnie szukałyśmy Sobieskiego 28. Pierwszy dzień na studiach pamiętam bardzo dobrze. Siedzieliśmy na wielkiej auli z dwoma innymi kierunkami i nie wiedzieliśmy jeszcze: kto, gdzie, z kim, jak i kiedy. Obok mnie usiadła dość sympatyczna dziewczyna, całe szczęście z mojego roku, więc nie czułam się tak głupkowato osamotniona. Pierwsza wycieczka przed Civitas na papierosa była trochę kontrowersyjna i nieco przerażająca. Wypowiedź pana z kręconymi włosami i bluzą z Pumy o tym, że ma nadzieję, że nie będziemy sobie wchodzić w drogę była mało sympatyczna. Była też drobna dziewczynka, z biedronką na bluzie i spodniami moro, która swoim wyglądem przypominała niewinne stworzenie. Rzeczywistość okazała się inna, kiedy wyciągnęła Westy Ice’y i powiedziała: ”Ja pierdole, co za dzień!”, czy coś w tym stylu. Jeden chłopak przyglądał mi się trochę bojaźliwie. Siedział na podłodze i słuchał muzyki. Towarzyszył mu facet-kabareciarz, który pierwszym tekstem o niskobudżetowych, niemieckich filmach porno, rozbroił wszystkich. Później, z tymi chłopakami wyruszyłam na, jakże obiecujący, spacer do Polo Marketu. Pamiętam też, że na Wiedzę o filmie spóźniły się dwie dziewczyny, trochę pokręcone, a stukot ich obcasów, było słychać już koło akademików. 
Pierwsze nocowanie na Sobieskiego 28 również pamiętam doskonale. Po zajęciach włączyłam ”Zdzisława”, który bezbłędnie doprowadził Kaśkę, Piotrusia i mnie do celu. Wieczorek zapoznawczy odbył się przy dwóch Desperadosach w moim wykonaniu. Kiedy tylko poszłam się kąpać, Piotr przyprowadził do kuchni jakichś nieznajomych gości, z którymi później gdzieś zniknął. Z Kasią poznałyśmy się lepiej, nie wiedzieć, czemu od pierwszego zjazdu poczułam, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić. I tak… została moją potencjalną siostrą. Rano budziłyśmy Piotra słowami: ”Piotr, wstawaj, ogórkowa!”, na to Piotr: ”Spierdalaj, nie lubię ogórkowej…”. Chyba nie był tym faktem zbytnio ucieszony.
O studiach mogłabym pisać wiele, bo też wiele się podczas tych trzech lat wydarzyło. Chciałabym jednak pamiętać te dobre chwile. Było ich na tyle dużo, że chyba przeważyły te gorsze. Były próbą naszych umiejętności, charakterów, wytrzymałości i przyjaźni, która się między nami zawiązała. Oprócz edukacji, czyli tej ciemniejszej strony studiowania, nauczyłam się wielu nowych, przydatnych, życiowych rzeczy. W ciągu tych trzech lat poznałam różnych ludzi, z różnymi problemami, z różnymi potrzebami i marzeniami, statusami związków, poglądami na życie, ale podobnym poczuciem humoru i chęcią do zabawy. To było coś i będzie mi tego brakowało. Mam nadzieję, że na pożegnanie nie usłyszę: ”żegnaj”, chciałabym, żeby było to coś w stylu: ”do widzenia”. 

Trochę się spóźniłam, bo dzień Matki był wczoraj. Mam nadzieję, że każdy z Was odpowiednio podziękował swojej Matce za trud włożony w Wasze wychowanie, edukację i za to, że wyszliście na ludzi. Za czas Wam poświęcony, za serce, dobroć, troskę, kary wychowawcze, ochronę. Mam też nadzieję, że żaden z Was nie mianuje Jej jako ”moja stara” (nawet nie chce mi się tego komentować…). Ufam, że każdy z Was szanuje Ją i kocha najbardziej na świecie. Bo Matka… to taki nasz bohater. Nie książkowy, czy telewizyjny. Nasz. Jedyny w swoim rodzaju. A bohatera też trzeba bronić i odwdzięczyć się. Ja Swoją Bohaterkę już pochowałam, ale wciąż o Niej pamiętam i wszystko bym oddała, żeby teraz spędzić z Nią ten jeden dzień w roku.

Tymczasem przesyłam Wam mnóstwo uśmiechu, bo wiem, że wielu z Was go potrzebuje.

4 komentarze więcej...

Zagadka

przez , 18.maj.2013, w Bez kategorii

Znajdź, proszę, słowo klucz.

W życiu człowieka pojawia się taki stan, który znacznie na niego oddziałuje. Zachodzą, bowiem Duże zmiany. Niekoniecznie dobrze mu służą. Stan ten jest dla niego Enigmatyczny. I wtedy zaczyna się Problem. Zaczyna odczuwać brak chęci do czegokolwiek. Nie ma powodu, dla którego mógłby zacząć nowy dzień i zwyczajnie mógł się nim cieszyć. Nie ma ochoty wykonywać codziennych czynności. Przyjaciele i rodzina nie odgrywają większej Roli. Targają nim różne Emocje. Chciałby głośno zapłakać, ale nie potrafi. Wyciąga rękę, wcale nie po to, by udzielić pomocy. On Sam o nią błaga. Wydaje mu się, że przyszłość jest po prostu beznadziejna. Że wszystkim żyłoby się lepiej, gdyby go zabrakło. Ma nieodparte wrażenie, że tak naprawdę nic w Jego życiu się nie zmienia i nic nie może pójść ku lepszemu. Nie mówiąc o motywacji, która gdzieś zagrzebała się głęboko pod ziemią. Denerwuje go nieszczęście innych, jednocześnie drażni go nadmiar szczęścia. Beznadzieja, prawda? Zamyka się w pokoju i myśli… Pogłębia swoje rozgoryczenie. Jest nieco Aspołeczny. 

Tak właśnie czułam się od dłuższego czasu. Nie potrafiłam nazwać problemu, a tym bardziej o nim mówić. Raz się nasilał, innym razem wydawać by się mogło, że w ogóle go nie ma. Narastał i w końcu pękł. Pierwszy raz coś tak bardzo mnie złamało. Nie poddałam się całkowicie. Wychodzę na prostą i staram się. Naprawdę się staram.
Dziękuję za wsparcie. 

 

Chciałam być bliżej, niż blisko. Chciałam coś znaczyć. Teraz cieszę się, że tak naprawdę nie znaczyłam nic. Mam kolejną lekcję.

2 komentarze więcej...

Krótko.

przez , 09.maj.2013, w Bez kategorii

Chciałabym chcieć. A… nic mi się nie chce. Nie umiem płakać, a potrzebne jest mi to tak samo, jak trzy miesiące temu słońce za oknem. Najchętniej kupiłabym ciemną roletę, bo mój pokój wydaje mi się zbyt jasny. Zamknęłabym się w nim i nigdzie nie wychodziła.
Po raz pierwszy wołam o pomoc, bo dzieje się ze mną coś, czego sama nie jestem w stanie wyjaśnić. Mam problem i nie wiem, gdzie szukać jego źródła.

Jestem taka doskonała… doskonała w swojej niedoskonałości. 

Zostaw komentarz więcej...

Przyzwyczajenia

przez , 05.maj.2013, w Bez kategorii

Ostrzeżenie: Wpis będzie długi i cholernie wyczerpujący, gdyż mam wiele pomysłów, które chcę skutecznie zrealizować, poniżej. Jeśli jesteś gotów- czytaj, a ja zapraszam na wycieczkę po mojej głowie.

Z przyzwyczajenia wstaję rano wcześnie.
Z przyzwyczajenia robię sobie rano herbatę.
Z przyzwyczajenia idę się umyć.
Z przyzwyczajenia zapalam pierwszego papierosa.
Z przyzwyczajenia wsiadam do samochodu i włączam głośno radio.
Z przyzwyczajenia otwieram szybę i odpalam kolejnego papierosa.
Z przyzwyczajenia jadę ulicą Piecowską w kierunku Rydułtów.
Z przyzwyczajenia co pięć minut spoglądam na telefon, wcale nie po to, żeby zerknąć, która jest godzina.
Z przyzwyczajenia odbieram telefon Łukasza, zgadzając się na wspólnego papierosa i krótką pogawędkę, to u Niego, to u mnie.
Z przyzwyczajenia zaczynam sprzątać.
Z przyzwyczajenia planuję z babcią co zrobić na obiad.
Z przyzwyczajenia rzucam jakiś żart.
Z przyzwyczajenia czekam, aż wpadnie Monika.
Z przyzwyczajenia czekam na SMS-a.
Z  przyzwyczajenia zaczynam tęsknić.
Z przyzwyczajenia włączam muzykę, która przywołuje wspomnienia.
Z przyzwyczajenia otwieram okno, siadam na parapecie i oglądam niebo.
Z przyzwyczajenia późno kładę się spać.
Z przyzwyczajenia myślę o tym, co mi dokucza.
A jakie Ty masz przyzwyczajenia? Czy można zrobić coś, co pomoże nam się odzwyczaić? To kwestia tego, czy potrzebujemy zmiany. Jeśli to, do czego jesteś przyzwyczajony sprawia Ci satysfakcję, nie zmieniaj tego. Jeśli nie- zmień coś. Zaburz ten cały harmonogram, zbuduj go od początku.

Wielu ludzi pyta mnie, jak stworzyć zdrowy związek? Otóż, moi drodzy, nie znam na to recepty. Nie potrafię zbudować stałej relacji z kimś, na kim mi zależy, bo właśnie… zależy mi za bardzo. Zdrowy związek, to taki, oparty na partnerstwie. Dobrej znajomości siebie i partnera. Relacji bardziej przyjacielskiej, niż romantycznej. Wzajemnym utrzymywaniu przy upadku i przytrzymywaniu przy zwycięstwie. Staraniu o to, by to, co łączy było nierozerwalne. Na szczerości, która jest kruchym, ale pięknym prezentem. 

Chciałabym oświadczyć, że nie zamierzam zrezygnować z marzenia o śpiewaniu na większej scenie, niż ta, na karaoke, w rydułtowskiej Warce. W czerwcu wybieram się na casting. Pragnę, żeby to się udało.

W zasadzie jestem zrezygnowana. Czuję się bardziej samotna, niż kiedykolwiek wcześniej. Brak mi motywacji do działania. Czuję, jak czas nieubłaganie przecieka mi przez palce. Widzę cholerną ciemność i ogarnia mnie pustka. Tęskno mi. Jednocześnie jestem zła, bo historia lubi się powtarzać. A… tak bardzo chciałabym zmienić jej bieg.

Wróciłam tutaj. Raczej na stałe. Dobrze mi tu. 

4 komentarze więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.