Archiwum dla: Maj, 2012

Gdyby miało nie być jutra.

przez , 22.maj.2012, w Bez kategorii

Co byś zrobił, gdybyś wiedział, że jutro ma nie nastąpić? Może zacząłbyś spełniać swoje marzenia albo zacząłbyś rozmawiać z kimś, z kim dawno nie rozmawiałeś. Pewnie pogodziłbyś się z tym, co przedtem ciężko było Ci przyjąć. Możliwe, że pojechałbyś zobaczyć się ze swoją miłością i ostatni raz spojrzeć Jej w oczy, pocałowałbyś Ją w usta i powiedział, że kochasz Ją ponad wszystko na ziemi, choć już nie jest Twoja. Pojechałbyś odwiedzić miejsce, w którym dawno nie byłeś. Na koniec dnia poszedłbyś z kumplami ostro zapić momenty, które tak bardzo chciałbyś zapomnieć. Zrobiłbyś swoistą retrospekcję całego swojego życia i stwierdziłbyś, że marnie wykorzystałeś ten czas. Potem najpewniej zacząłbyś żałować rzeczy, których zrobiłeś i nie zrobiłeś. Chyba każdy postąpiłby podobnie. A wiesz, co w tym wszystkim jest najlepsze? Że możesz to zrobić zawsze, nie tylko wtedy, kiedy wyczuwasz zagrożenie. Codziennie możesz spełniać marzenia i odezwać się do osoby, z którą darłeś kiedyś koty. Możesz również podać rękę losowi i przyjąć go takim, jakim jest. Nikt nie zabroni spotkać się z ukochaną osobą, sam sobie tego zabraniasz. Nic nie stoi na przeszkodzie, by pojechać tam, gdzie lubisz. Toast za błędy też jest jak najbardziej wskazany. Życiową retrospekcję można zrobić w każdym momencie, tym bardziej jeśli ma sprawić, że w naszym życiu nastąpią pozytywne zmiany. Żałujesz rzeczy, które zrobiłeś? Nie możesz. Dlaczego? Bo każda rzecz, która przyczyniła się jakkolwiek do upadku w Twoim życiu czegoś Cię nauczyła. A jeśli czegoś nie zrobiłeś- zawsze możesz to zrobić. 
Dlaczego nie chcesz tego zrobić? Bo ograniczasz siebie. Nie dajesz z siebie sto procent. Każdy może przekroczyć granicę własnego rozsądku i odważyć się na coś, czego wcześniej zwykle nie robił. Ograniczenie to stan umysłu, w którym sami siebie więzimy. Strach też nas ciągle ogranicza. Cholera! Odważmy się w życiu na coś, o czym ciągle myślimy, a boimy się tego dokonać. 

Żeby nie być gołosłowną, zacznę od siebie i udowodnię sama sobie, że się nie boję.

6 komentarze więcej...

Kolorowanka.

przez , 17.maj.2012, w Bez kategorii

Każdy z nas kiedyś miałkolorowankę. Kolorował ją po swojemu lub tak, jak zostało to pokazane wewzorze. Taką kolorowankę możemy przyrównać do życia.

Po pierwsze, czasami zachowujemy się według wzoru. Przyodziewamykonformistyczną postawę wobec życia. Godzimy się z tym, co nam przyniesieżycie. Często jednak jest tak, że poprzez taką postawę nie mamy swojego zdania,a to sprawia, że jesteśmy mało zauważalni i okropnie monotonni. Nie znaczy tojednak, że powinniśmy mieć zdanie na każdy temat. Wyjdźmy z cienia i zacznijmyrobić coś po swojemu! Nie pozwólmy innym kolorować swojego życia, bo: ”każdyma swój świat i swoje kredki.”. Proste zdanie, ale daje wiele do myślenia.
I ja, i Ty lubimy sobie ubarwiać świat różnymi kolorami. Są chwile koloruczarnego i szarego, ale zdarzają się i takie, w kolorach tęczy. Jedni ubarwiają życiepastelami, drudzy kolorują je bardziej wyraziście. Moje osobiste życiepokolorowane jest wszystkimi barwami, jakie można znaleźć. Uważam się za osobębardzo realistycznie podchodzącą do życia. Czasami jest lepi  ej, czasami gorzej.Pomyślcie, jakimi kolorami pomalowane jest Wasze życi
e.



Poproszono mnie, abym napisała coś o miłości. Kolorem miłości według większościjest czerwony, a dla mnie- jasnobłękitny. Dlaczego? Bo miłość daje uczucieświeżości, lekkości. To stan, w którym mamy ochotę marzyć i jesteśmy w pełniszczęśliwi. Bez wątpienia każdy z nas doświadczył takiego uczucia, a jeśli nie,to na pewno tego doświadczy. Różnica między miłością, a zauroczeniem jest taka,że w miłości kochają dwie osoby i tutaj nie ma żadnej dyskusji. To piękneuczucie, ale bardzo łatwo można je znienawidzić. Więcej nie napiszę o miłości,bo chyba jeszcze mało o niej wiem.
Kolejną rzeczą, jaką chciałabym poruszyć jest wybaczanie. Otóż ludzie bardzoczęsto nas zawodzą. Robią to dlatego, że nie są idealni, popełniają błędy. To,co piszę jest oczywiste i wszyscy to wiemy, ale często o tym zapominamy. To,czy potrafimy wybaczyć zależy od sytuacji, od tego, jak bardzo zostaliśmyskrzywdzeni. Często zastanawiamy się, czy warto wybaczyć, czy ktoś nie popełni tego samego błędu, czy się stara, czy będzie lepiej. Moim zdaniem warto wybaczać. Jest to pewna próba naszego charakteru, możemy się wówczas sprawdzić, ile jesteśmy w stanie wytrzymać. Oczywiście, nie można wybaczać bez końca, a winny nie może czuć się bezkarnie i nadużywać naszej cierpliwości. Wybaczanie sprawia, że czujemy się lepiej.

Tym oto akcentem kończę moją przygodę z blogowaniem. Za dużo tu mojej przeszłości, za dużo tu tego, o czym chciałabym zapomnieć. Może kiedyś tu wrócę, nie wiem.

Dziękuję za ponad sto trzy pisemne komentarze i całe mnóstwo komentarzy face to face. Doceniam.

Dziękuję również za ponad osiem tysięcy wyświetleń. Jesteście niesamowici.

4 komentarze więcej...

Trochę przemyśleń.

przez , 06.maj.2012, w Bez kategorii

Pisałam, że kocham pisać. Pisałam, że pisząc kocham. Pisałam, że stąd dowiesz się o mnie najwięcej. Nie pisałam, że pisząc chce skłonić ludzi do myślenia. Piszę, mając nadzieję, że tak jest.

Dzisiaj chciałabym pomówić o problemach. Nie spotkałam dotychczas człowieka, który nie miałby problemów. A Wy? Wszyscy ważymy swoje problemy. Miarą tych problemów jest strach, bo to, czego się boimy potęguje nasze myśli, które rodzą w naszej głowie owe problemy. Dzielimy je na mniejsze lub większe, co w konsekwencji prowadzi do tego, że sami nie potrafimy się w nich odnaleźć. Duże problemy są wynikiem małych. Każdy ma takie, z którymi potrafi sobie poradzić. Każdy z nas niesie taki ciężar, który potrafi udźwignąć, chociaż czasami nie dajemy rady, chociaż czasami wydaje nam się, że już nic gorszego nie mogło nas spotkać. Siłę należy czerpać z doświadczenia, z tego, co już jest za nami. To powinno motywować do dalszej walki z przeciwnościami.
Pozdrawiam wszystkich, którzy mają problemy.

Dziękuję za kolejny powód do pisania. Dziękuję za to, że ktoś mi powiedział, że robię to całkiem nieźle.
Dziękuję Tobie za każde odprowadzenie do domu i za dobry uśmiech : )

Pisane o 3:50 nad ranem, w telefonie komórkowym.

1 komentarz więcej...

Brak tytułu

przez , 03.maj.2012, w Bez kategorii

Trzeciego maja skończyłaby czterdzieści dwa lata. Tylko raz widziałam Jej łzy. Zawsze uśmiechnięta, towarzyska, zadbana, piękna.Postanowiłam, że stworzę Jej portret, bo tak naprawdę tylko Ona była moim wzorem do naśladowania. Była moją prawdziwą przyjaciółką.

 

W miłości nigdy nie miała szczęścia. Jej pierwszy mąż był totalnym dupkiem, ale strasznie go kochała. Długo dawała mu następne szanse.Gdy urodziła się pierwsza córka, nic nie zapowiadało zmian. Cały czas był taki sam. Pił, zdradzał, bił. Kiedy dziecko zmarło, wszystko miało się zmienić, bo przecież na świat miała przyjść kolejna córka. Obiecywał, że się zmieni, że będzie lepiej. Zaszła w ciążę- na świat miał przyjść syn. Nic się nie zmieniło,było coraz gorzej. Z czasem jej życie zamieniło się w piekło. Uciekła od niego.Wychowywała dzieci samotnie, z pomocą swoich rodziców i starszych sióstr. On nie kiwnął nawet palcem. Po kilku latach poznała wspaniałego mężczyznę, który był wspaniały również dla Jej dzieci. Stwierdziła, że to nie jest miłość i zostawiła go. Znalazła innego, starszego o dwadzieścia pięć lat, mężczyznę. Ich związek rozwijał się bardzo szybko. W bardzo krótkim czasie ze sobą zamieszkali. Jej rodzina nie była zachwycona tym faktem. Mężczyzna miał już za sobą jakiś bagaż doświadczeń i dwójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa- syna w Jej wieku i córkę kilka lat młodszą. On nieustannie pokazywał swoją wyższość nad Nią, krytykował w towarzystwie. Śmiało można stwierdzić, że wywierał na Niej psychiczną presję, której nie była w stanie odeprzeć. Cały czas żyła marzeniami o wielkiej miłości i kochającej się rodzinie. Miała bardzo dużo przyjaciół i znajomych. Wszyscy Ją uwielbiali. Nie wszystko poukładało się tak,jak tego chciała. Trzy lata po ślubie zachorowała na raka piersi. Był późno wykryty. Obcięto jej pierś i leczono chemioterapią. Leczenie było strasznie żmudne i ciężkie- słabła z każdym dniem. Zabrano Jej kobiecość, na chwilę straciła wiarę w siebie i w to, że jest piękna. Po jakimś czasie odnalazła siłęi czerpała z życia to, co najlepsze. Kochała swoje dzieci ponad wszystko na świecie. Była dla nich podporą, wsparciem i wszystkim tym, co było dla nich ważne. Rok po operacji piersi zdiagnozowano u Niej przerzut z piersi na wątrobę. Ukrywano przed Nią fakt, zostało jej ostatnie jedenaście miesięcy życia. Każdy podziwiał Ją za poczucie humoru, nawet w tych ciężkich chwilach.Mimo tego, że była tak poważnie chora, wcale na taką nie wyglądała. Z entuzjazmem podchodziła do wszystkiego, co Ją spotykało każdego dnia. Wszędzie było Jej pełno. Zmarła po czterech latach od wykrycia przerzutu. Prognozy lekarzy się nie sprawdziły. Cud? Dar?

Miała trzydzieści cztery lata. Osierociła trzynastoletnią dziewczynę i dwunastoletniego chłopca.

Moja Mamusia.

 

Chyba nigdy się z tym nie pogodzę.

Wybaczcie, że ostatnio piszę same pretensjonalne i mało optymistyczne rzeczy.

1 komentarz więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...