Co nam zostało

przez , 01.lis.2017, w człowiek, Ja, Miłość, Przyjaźń, życie

Październik to nie był najlepszy miesiąc. Chociaż… był pełen nauczek. Właściwie wiele rzeczy mi wyjaśnił. I tu nie chodzi o to, że jesień zaczęła mi dokuczać. Nerwy i stres spowodowały, że wylądowałam w szpitalu z ostrym bólem głowy. Na pocieszenie dostałam paczkę antydepresantów i tygodniowe L4, z komentarzem „dychnij se dziołcha”. Moja stara przyjaciółka, Pani D, wróciła. Ze zdwojoną siłą, mocniejsza, bardziej skuteczna. Traktujemy się z szacunkiem. Ona wpada niespodziewanie, a ja ją wpuszczam i czekam, co zrobi, co powie i jakie tym razem przyniesie skutki. Przez dwa dni brałam antydepresanty, które powodowały, że czułam się jeszcze gorzej. Niedziela była dniem przełomowym, a ja tak bardzo jej nienawidzę. Wstałam i postanowiłam, że będę miała dobry dzień. I rzeczywiście, nic nie było mi go w stanie zakłócić. Nic. Z dnia na dzień toczyłam bitwy z Panią D. Sama, ale z zapewnieniem, że On mnie nie zostawi. Nigdy tego nie chciałam, nie próbowałam, godziłam się z tym. I tak minął tydzień. Później… chwilowe załamanie. Przez dwa dni nie chciałam słyszeć, że coś lub ktoś mi pomoże. Następny dzień znowu był przełomem. Wstałam, podniosłam koronę i poszłam dalej. I chodzę, prosto, dumnie, ale patrzę pod nogi. Jestem zupełnie innym człowiekiem. Pewna siebie, zadowolona z tego, że mam jeszcze tyle pięknych rzeczy przed sobą. Udział w tym wzięli wszyscy, na których mi zależy. Jedni pomogli dobrym słowem, telefonami, odwiedzinami, smsami, a drudzy dali mi niezłą nauczkę. Za wszystko jestem ogromnie wdzięczna. Przyjaciele zawsze byli w moim życiu bardzo ważni. Usłyszałam: „To Ty zawsze wszystkim pomagasz i jesteś dla wszystkich. Czas na to, żeby ktoś pomógł Tobie i był dla Ciebie.” Racja. Zawsze myślałam o wszystkich, siebie zostawiając na szarym końcu. Zaniedbałam się i zapomniałam jaką jestem twardą sztuką. Teraz już pamiętam i nie dam sobie tego odebrać.
Dzisiaj wyjątkowe Święto. Odwiedzamy bliskich na cmentarzu. Oprócz polskiego cebulactwa, walki o miejsce na parkingu, rewii mody, to przede wszystkim dobry czas na przewartościowanie swojego życia. I zawsze pada taka refleksja. Co po nas zostaje? Twardowski pisał, że „zostają po nich buty i telefon głuchy”. A pamięć? A miłość? Smutek i tęsknota? Wspomnienia. Czy pamięta się wtedy o tym, co człowiek robił za życia źle? Czy mówi się o tym w ten sposób? Po moich bliskich został lęk. Kto następny i dlaczego tak szybko? Boję się, że niedługo zapomnę ich głosu, zapachu, słów, które wpisały się w serce, spojrzeń, dotyku, ulubionych rzeczy, powiedzonek, tajemnic, mądrości, sposobu, w jaki się poruszali i gestykulowali. Czy tylko w taki dzień pamięta się o takich rzeczach? Z biegiem czasu jest trudniej. Pamięć to wszystko, co nam pozostało. Dajmy się zapamiętać światu z jak najlepszej strony. Kiedy już podzielimy los naszych bliskich, kto będzie stał na cmentarzu i myślał o nas dobrze? Nie palmy mostów, kochajmy, bądźmy dla siebie bardziej serdeczni, dawajmy innym radość, nie patrzmy zawsze na siebie.
A miłość to nie wszystko. To chyba najmadrzejsze zdanie, jakie kiedykolwiek wypowiedziałam. Związek to szacunek, radość z uszczęśliwiania tej drugiej połówki i z bycia razem. To mnóstwo zmian, wyrzeczeń i poświęceń. To dzielenie się sukcesami i porażkami, problemami i radościami. To bycie odpowiedzialnym za drugą osobę. To zaufanie, wsparcie i pokazywanie każdego swojego oblicza. To sekret, który znacie tylko Wy. To coś pięknego, a jednocześnie cholernie trudnego w utrzymaniu. Uśmiech i łzy. Dobre i złe. Ciepło w sercu. Tęsknota. Walka. Bycie do dyspozycji. Przyjaźń.
Tego chcę. 

Zostaw komentarz więcej...

Aga vs. AgaT

przez , 19.paź.2017, w Ja, kim jestem, Miłość, Przyjaźń, UK

Powrót z Manchesteru. Tym razem stały, trzeba było w końcu zdecydować się na jakiś krok. Oczywiście, decyzja znowu została podjęta pod wpływem chwili. Zaczęło się zwykłym urlopem, w czerwcu. Przyjechała AgaT, wszyscy się cieszyli, ja szczególnie, bo ostatni raz w domu byłam w styczniu. Byłam na pięknym weselu, jako świadek, z wymarzonym partnerem. Początkowo miałam zostać na tydzień, z czasem przedłużyłam urlop o kolejny, ostatecznie zostając w Polsce na miesiąc. Miesiąc ten okazał się być pełen niespodzianek. Mężczyzna, przypadkowo poznany w zeszłym roku, o którym pisałam poprzednim razem, został moim Mężczyzną. Najlepszym, jedynym, wspaniałym, dzięki któremu czuje się jak prawdziwa kobieta. Jego kobieta. Myśl o powrocie do Manchesteru bardzo mnie dobijała. Musiałam, obiecałam, jestem honorowa. Pojechałam na miesiąc, będąc przez większość czasu zupełnie sama. Pierwszy tydzień okazał się totalnym szaleństwem, w sensie… myślałam, że oszalałam. Dostałam pracę w restauracji, na czarno, w której spędzałam większość swojego czasu, od czasu do czasu pozwalając sobie na chwile szaleństwa w towarzystwie przyjaciela Szymka. Powrót do Manchesteru wydał się wtedy prostszy, a tęsknota i samotność nie były już wcale takie straszne. Pożegnań z przyjaciółmi nie było końca. Każdy z nich znaczy dla mnie bardzo dużo, bo tam nie ma się rodziny, bo tam trzeba sobie stworzyć rodzinę samemu. Dwa lata zajęło mi znalezienie jakiejkolwiek znajomej, znajomego, z którym mogłabym wyjść na kawę. Tak powstała Aga. Pracowita, wesoła, uśmiechnięta, twarda, dusza towarzystwa, przyjaciółka, zawsze do usług i wszędzie jej pełno. Ze zwyczajnej dziewczyny, stała się nadzwyczajna, bo każdy o niej mówił. Pozytywnie. Z bagażem doświadczeń, pięcioma torbami, mnóstwem niesamowitych wspomnień i całkiem sporym gronem przyjaciół ulokowanych w sercu, Aga wróciła do Rydułtów.
No i… 24.08.- upragniony dzień. Rodzina, przyjaciele i ON. Jakież to było moje ogromne święto. Pierwsze tygodnie, w przeciwieństwie do zeszłego roku, były niesamowite. Tyle się działo. Wróciłam. Chciałam tego. Później… jak to zwykle bywa, mnóstwo wątpliwości. O ile znalezienie pracy w Manchesterze nie było dla mnie większym problemem, tutaj sprawiło mi to niesamowitą trudność. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy, więc znowu wszystko mnie przytłoczyło. Po jakimś czasie znalazłam pracę, nie jest ona szczytem moich marzeń, ale to praca. Szanuję ją. Zaczęłam się zastanawiać nad powrotem, tym razem nie sama. Brałam wszystkie możliwości pod uwagę. Biłam się z myślami każdej nocy. Zdecydowałam, że Manchester nie może być zawsze tą opcją zapasową, gdyby nie wyszło. Zacisnęłam zęby i zostałam. Zaciskam je nadal, wierząc, ze wszystko się ułoży. Bo zanim pojechałam, czułam się tutaj bardzo samotna. Urlopy w Rydułtowach czasem były magiczne i piękne, a czasem były tylko przykrym rozczarowaniem.
Trzy lata przewróciły moje życie do góry nogami. Zweryfikowały przyjaźnie, nauczyły większej pewności siebie, dały mi nowy obraz siebie, sprawiły, że jestem bardziej odważna, twarda i zaczęłam doceniać małe rzeczy, i zwyczajnie się z nich cieszyć.
Zastanawiam się tylko ile Agi jest w AgaT, a ile AgaT w Adze? Kto przejął kontrolę i kim tak naprawdę jestem. Kim chcę być? Te dwie osoby są podobne, ale jednak cholernie się od siebie różnią. Aga lubi wyzwania, przygody, nie przejmuje się tak bardzo. AgaT słucha, lubi swoją samotnię, bo za bardzo się do niej przyzwyczaiła. Obie cierpią na raka pewności siebie. Wiem, co mówię, możecie mnie skrytykować za porównanie. To zależy, w jaki sposób na to spojrzeć. Mój rak pewności siebie jest złośliwy, ale uleczalny. Wystarczy dobra terapia, a ja w to wierzę. A może by tak połączyć te dwie postaci, albo znaleźć jakiś złoty środek?
Bądźcie tymi, kimi chcecie być, a nie tymi, którymi ludzie chcieliby Was widzieć. Przed tymi prawdziwymi nie musicie niczego ukrywać. Ja siebie szukam, cały czas. Życzę sobie i Wam, żebyście się zawsze w porę odnaleźli. 

20170317_21244720170324_17042220170502_19153220170626_22243420170330_19061520170428_20435220170503_00153620170503_01245820170520_01113720170609_20310720170609_20360620170623_19410120170702_20163720170715_04394820170916_203304

2 komentarze więcej...

Wróciłam

przez , 03.paź.2016, w Bez kategorii

Przyjechałam do Polski na nadłuższy w życiu urlop, bo aż dwumiesięczny. Leciałam do domu z nadzieją, że coś w moim życiu nagle się wydarzy. De facto miałam przylecieć na stałe. Z utęsknieniem czekałam na ten dzień. Zmęczona, rozdrażniona i zalana żalem, moja dusza po prostu pragnęła jakiejś znajomej twarzy, uśmiechu i słowa. Spodziewałam się właściwie niemożliwego, bo jak można to sobie wyobrażać po ponad dwuletniej nieobecności. Liczysz na cuda, bo wracasz z ogromnego miasta, pełnego przepychu, ludzi i możliwości. Wracasz do tego, co tak bardzo Ci znajome, a jednocześnie już cholernie obce. Wróciłam, żeby otrząsnąć się z wydarzeń, które niekoniecznie należały do przyjemnych. Przyjazd do moich Rydułtów okazał się trochę strzałem w stopę, żeby nie napisać- bardzo ciężkim szlagiem w pysk. Uderzyło, mocno. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca i odnaleźć się w ciszy i spokoju, którego przecież też tak bardzo potrzebowałam. Wyjścia na miasto niespecjalnie mnie interesowały, choć żyłam tylko od weekendu do weekendu. Starałam się chłonąć ludzi i ich towarzystwo, pragnęłam rozmów, zabawy i niekłamanego uśmiechu. Manchester był dla mnie przez pewien czas czymś w rodzaju samotni, gdzie mogłam właściwie liczyć tylko na samą siebie. Łukasz powiedział mi, że bardzo irytowało go moje podejście do sytuacji, bo przecież on żyje w ten sposób cały czas. Zdecydowałam, że ja nie muszę wcale tak żyć i zarezerwowałam lot do Manchesteru po dwóch tygodniach pobytu w Polsce. Od tego momentu żyłam już tylko wyjazdem i tym, że znowu wrócę do normalności. Tę normalność jednak zaczęłam odnajdywać tutaj. I dzisiaj, na paręnaście godzin przed wylotem, biję się trochę w pierś. Spędziłam z Łukaszem bardzo dużo czasu, musieliśmy go nadrobić i na nowo się do siebie przyzwyczajać, bo niejako się ze sobą rozminęliśmy. Zapomnieliśmy, na czym opierała się nasza przyjaźń. Udało się. Dzięki Niemu spędziłam najlepszy urlop w moim życiu. Dziękuję mu za to, że wypełnił mój czas i za to, że naszą przyjaźń udało się naprawić. Ostatni miesiąc był szalony, ciągle coś się działo, a tego tutaj potrzebowałam. Wzbogaciłam grono znajomych o jedną wyjątkową osobę, która stała mi się bliższa w rekordowym czasie. Zastanawiam się tylko, na ile ta relacja będzie wytrzymała. Bo przecież rzadko zdarza się, że ktoś staje Ci się bliski po miesiącu. Ja wierzę i chcę wierzyć nadal. Myślę, że warto w to zainwestować i On sam jest tego wart. Przez ostatni miesiąc podarował mi więcej uśmiechu, aniżeli miałam go w ciągu ostatniego roku. To dla mnie niesamowicie cenne. Ukradłam mnóstwo Jego czasu. On podarował mi swoje wnętrze, powoli je przede mną otwierając. Wlał do mojej duszy mnóstwo radości i zapełnij ją uśmiechem. Tego bardzo mi ostatnio brakowało i jestem Mu za to dozgonnie wdzięczna. To piękne, gdy ktoś Cię przytula i jednocześnie składa Twoje złamane części duszy w całość. Dziękuję Ci, że to zrobiłeś.
Polska nie okazała się wcale taka straszna. Przeciwnie, wiem, że kocham swój kraj. Zregenerwowałam swój kręgosłup i serce. Jestem gotowa na nowe wyzwania. Mimo wszystko uważam, że podjęłam właściwą decyzję. Przecież ciągle w życiu będę za czymś tęsknić i zawsze będzie mi czegoś brakowało. Ze świadomością, że ktoś na mnie czeka będzie mi o wiele łatwiej. Dziękuję wszystkim tym, z którymi miałam okazję się zobaczyć. Sprawiliście mi ogromną radość swoim towarzystwem. Do zobaczenia wkrótce.

Zostaw komentarz więcej...

Rok później.

przez , 31.sie.2015, w praca za granicą, życie

Tak, wciąż pracuję w Wielkiej Brytanii. Co mnie wygnało? Poznałam kogos wyjątkowego, z kim dzielę teraz życie, dom, rachunki i problemy. Choć nie przysięgalismy sobie przed Bogiem, zachowujemy się trochę, jak stare dobre małżeństwo. Gdyby nie Chad, chyba nie miałabym tutaj czego szukać. Tęsknota za Polską i moją małą Ojczyzną towarzyszy mi niemal codziennie, mimo, że tak zaciekle walczyłam o szczęscie na obczyźnie. Nie można mnie winić za to, że chciałam polepszyć standardy swojego życia, lub… w ogóle jakies mieć. Nie pisałam od roku. Nie wiedzieć czemu, zgubiłam chęć do robienia rzeczy, które kiedys przynosiły mi ogromną radosć. Praca pochłania całą moją energię. Chyba zapomniałam, jak pisać ciekawie. Nie spiewam i nie widzę sensu, dla którego miałabym je kontynuować. Bycie gwiazdą karaoke nie jest ani trochę satysfakcjonujące.

Niektórzy wciąż pytają, jak tu jest. Otóż… Wszystkie budynki są niemal takie same. Wchodząc do obcego domu, nie musisz pytać o drogę do łazienki, bo w każdym z nich jest usytuowana w tym samym miejscu. Trochę to nudne, nie? Pracuję w barze, w którym serwujemy szampana. Zlokalizowany jest w budynku House of Fraser (centrum handlowego). Krótko mówiąc… bogaci ludzie, podczas zakupów, wpadają do nas na kieliszek szampana. Czasami mam wrażenie, że pracuję w cholernej informacji, odpowiadając cztery tysiące razy na pytanie: ,,gdzie jest ubikacja?” (o ironio!).

Uwierzycie mi na słowo, kiedy powiem, że mam niesamowitą trudnosć w nawiązywaniu przyjaźni w tym kraju? Prawda jest taka, że do Polaka nie warto się odzywać, a przeciętny English Man jest wysoce niezadowolony z mojej obecnosci w Wielkiej Brytanii. Mało tego… uważa, że raczej nie potrafię mówić po angielsku, więc lepiej ze mną nie rozmawiać, bo pewnie nie zrozumiem, no i ukradłam mu miejsce pracy. Dlatego też… moje życie towarzyskie stało się nudnawe.

Plany na przyszłosć są trochę bardziej ambitne, ale o tym napiszę innym razem. ;-)

Zostaw komentarz więcej...

Wrażenia z pobytu w UK cz. 2

przez , 23.sie.2014, w praca za granicą, życie

Drugi miesiąc pobytu w Wielkiej Brytanii upłynął mi zdecydowanie za szybko. Zrezygnowałam z pracy w hotelu i zaczęłam pracę w hinduskiej restauracji o nazwie Aamchi Mumbai (Mój Bombaj, My Mumbai). Zmiana pracy wyszła mi na korzyść, gdyż zaczęłam szlifować mój angielski. W poprzednim miejscu było to niestety niemożliwe. Nie tylko to przyniosło mi korzyści. Mam fantastyczną atmosferę, codziennie uczę się nowych rzeczy, naprawdę dobry kontakt z klientami, którzy mnie chwalą i wracają do nas. To moja pierwsza praca w jakiejkolwiek restauracji. Właściciele nie chcą bym wracała do Polski, chcą mnie tutaj zatrzymać na rok.
10400875_10204570007230542_543938838272816494_n
O dziwo, lepiej nam się obsługuje klientów angielskich, niż hinduskich. Większość Hindusów chce być traktowana jak królewska rodzina, co często jest denerwujące.
20140807_181615
Wielka Brytania nie jest krajem bezsensów. Nie ma tutaj niepotrzebnych stanowisk pracy. Zauważyłam to chociażby w autobusie. Każdy wsiadający pasażer musi zakupić bilet, bądź okazać go kierowcy. Wszystkie bilety można zakupić u niego. Nie ma kontroli autobusowych. Autobus nie ruszy, dopóki wszyscy pasażerowie nie będą mieli biletów. Sprawiedliwe? Oczywiście.

Wstyd mi, natomiast, za większość naszych rodaków. Ilekroć rozmawiam z taksówkarzami, czy klientami mówią, że mój angielski jest bardzo dobry i są naprawdę zdziwieni, że jestem Polką, i że mieszkam tutaj dopiero dwa miesiące. Umówmy się, że mój angielski nie jest wybitnie dobry, jest przeciętny. Większość Polaków mieszkających tutaj nie zna wcale języka i w ogóle nie potrafi się dogadać. Mamy przypiętą łatkę zagubionych, ciężko pracujących przygłupów. Mitem, natomiast, jest to, że większość Anglików nas nie lubi. Jeszcze nie spotkałam się z nienawiścią z ich strony względem mnie. 

Uwierzcie mi, to całkiem inny świat- bez ograniczeń, bez narzekania, wysoką tolerancją. Wiadomo, bardzo tęsknię za domem, ale często myślę o przeprowadzce na stałe. Gdybym chciała tu wrócić, wiem, że mam do czego. W pracy przyjmą mnie z otwartymi rękoma. Moje studia, niestety, są tutaj nic nie warte.
20140811_200118
No i chyba najważniejsze- poznałam naprawdę wspaniałego mężczyznę. Pochodzi z Południowej Afryki. Mieszka tutaj prawie 7 lat. Poznaliśmy się w centrum, był barmanem w jednym z pubów na ”Gay Village”. Moje pierwsze pytanie, kiedy Go zobaczyłam: Jesteś gejem? :D
Od tego momentu minęły dwa miesiące. Nikt nigdy wcześniej nie był dla mnie tak dobry, jak On. To niesamowite, jak druga osoba potrafi wszystko zmienić, począwszy od wyrazu twarzy i skończywszy na zwykłym wewnętrznym spokoju. Chyba zbyt długo byłam sama. Teraz czuję się naprawdę szczęśliwa!
20140620_20033020140717_203723Picture1483

2 komentarze :, , , więcej...

Wrażenia z pobytu w UK cz.1

przez , 15.lip.2014, w Bez kategorii

Jako, że przebywam w Manchesterze już miesiąc, postanowiłam się z Wami podzielić moimi wrażeniami z tego pobytu. Nie jest to mój pierwszy raz w Wielkiej Brytanii, aczkolwiek na pewno pierwszy na tak długi okres czasu. Mieszkam w małej, ale znanej szczególnie z przemocy, dzielnicy Manchesteru- Wythenshawe. Na pozór nic się tutaj nie dzieje, wydawać by się mogło, że to spokojna okolica. Jednakże o 20:00 nie widać na ulicy żywego ducha. W południe można spotkać tutaj ogromnie dużo ludzi, którzy niespecjalnie przejmują się swoim wyglądem. Wychodzą do centrum w piżamach, szlafrokach, w brudnych ubraniach. Nie widać przy tym cienia wstydu na ich twarzach. Czują się ze sobą całkiem dobrze, a i inni ludzie nie zwracają na to uwagi. Brytyjki zdecydowanie nie mają wyczucia stylu jeśli chodzi o ubrania. W Polsce często zwraca się na to uwagę. Odkąd przyzwyczaiłam swoje oczy do takiego widoku dużo mniej szokują mnie zachowania i ubiory Brytyjczyków. Jeśli chodzi o ich stosunek do życia i innych ludzi- tutaj również doznałam lekkiego szoku. Nikt nie narzeka, wszyscy chodzą uśmiechnięci, każdy pyta: ,,jak się masz?”. Polacy powinni się tego od nich uczyć. Zdecydowanie- Brytyjczycy są dla mnie o wiele bardziej uprzejmi, niż ludzie z Polski. Moi rodacy na emigracji są naprawdę nieprzyjemni, żeby nie powiedzieć- chamscy i nie lubią sobie pomagać. 

Do centrum Manchesteru jadę autobusem ok. godziny. Tam dzieją się zdecydowanie ciekawsze rzeczy. Podczas pierwszego pobytu na Piccadilly więcej razy usłyszałam, że jestem piękna, niż w całym swoim życiu ;-). Centrum jest prawdziwym skupiskiem wielokulturowości i wielonarodowości. Niestety, Brytyjki nie powalają urodą i pewnie każda polska dziewczyna miałaby tutaj ogromne powodzenie ;-). 

1 komentarz :, więcej...

Wolne media w Polsce?

przez , 18.cze.2014, w Bez kategorii

W Polsce częściej odnotowuje się przypadki łamania prawa mediów, aniżeli łamania prawa przez media. Tak jest również w przypadku afery tygodnika WPROST kontra Sienkiewicz/Belka. W tym przypadku totalnie zdeptano prawo do wykonywania misji dziennikarskiej, jaką jest- między innymi- ujawnianie prawdy. Od ponad 20. lat żyjemy (podobno) w wolnej Polsce. Czy tak naprawdę czujemy się wolni? Ja, jako licencjonowana dziennikarka, nie wiem, czy praca jaką będę wykonywała nie będzie sprzeczna z medialnym prawem i etyką dziennikarską. Czyżby w mojej karierze przyszło mi się zmierzyć z  ograniczeniem mojej wolności słowa? Do czego to wszystko prowadzi? Z całym przekonaniem mogę napisać, że wstyd mi za rządzących, bo przyczyniają się do upadku Polski w oczach Europy, Świata, a zwłaszcza- w oczach swoich rodaków. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach prawda jest towarem deficytowym. Każda stacja telewizyjna, gazeta, internet ma swoją prawdę, co w konsekwencji prowadzi do tego, że wszystko jest gówno prawdą. Media mają/miały naprawdę ogromną władzę. Były tzw. ,,VI. władzą”. Większość informacji przekazywanych w mediach to sieczka, lasująca nasze mózgi. Skoro w końcu jakaś gazeta zajęła się ujawnieniem tej właściwej prawdy, to trzeba ją zgnieść, skopać i zadeptać? To właśnie robią Polacy od wsze czasów- zamiatają prawdę pod dywan, pozbywają się jej. Ostatnie wydarzenia naprawdę nie mieszczą mi się głowie. Apeluję, mimo wszystko, o wolność dla dziennikarzy!

Zostaw komentarz więcej...

Keep the balance

przez , 13.kwi.2014, w człowiek, życie

Czasami nie potrzeba słów, żeby coś przekazać. Najczęściej jednak nie dostrzegamy tego, co nie jest powiedziane. Słowo zawsze dotyka, boli, porusza, cieszy bardziej, aniżeli gest. Znalazłam kilka filmików, które mocno mnie wzruszyły.

Piękny filmik, który został zrealizowany bez użycia słowa. Wierzę, że to, co dobre do nas wraca i ten film genialnie to pokazuje.

Drugi mówi o marzeniach…

Najbardziej dotknęły mnie słowa mężczyzny (3:25) , który marzy o tym, by jego dzieci wyrosły na lepszych ludzi, niż on. Zero próżności i pychy, to czyni go wartościowym. Kolejna wypowiedź (2:42) mężczyzny (obcokrajowca) również mnie przejęła. Powiedział, że marzy o tym, żeby na świecie nie było bólu, bo jest go ogromnie dużo.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak mało czasu mamy na to, żeby powiedzieć: przepraszam, kocham cię, dobrze, że jesteś… Ciągle wszystko odkładamy na później. A co jeśli tego czasu kiedyś nam zabraknie?

Bohater kolejnego filmu nie miał tyle szczęścia…

Naprawdę rodzice tak bardzo Cię denerwują? Dopóki masz jeszcze czas- podziękuj, przeproś i powiedz, że kochasz.

Nasze tęsknoty:

Ja tęsknię za Mamą i Dziadkiem. Tęsknię za paroma innymi ludźmi, którzy przewinęli się już przez moje życie. Tęsknię za beztroską i czymś spontanicznym. A Ty?

A ta reklama przynosi uśmiech na moje usta ilekroć ją oglądam:

Dzielcie się radością, dobrem, szczęściem, czasem, miłością! ;-)

Trochę się ostatnio ukrywam i izoluję. Sama do końca nie wiem, po co i dlaczego. Czekam na coś lepszego, coś bardzo mojego. Nie wiem, co dalej robić. Czas w końcu wyjść z ukrycia i zacząć ŻYĆ. 

Zostaw komentarz :, , , , , , , , więcej...

Kim jestem versus Kim chcę być

przez , 09.mar.2014, w człowiek, kim jestem, życie

Na pytanie ,,kim jestem?” próbowali sobie odpowiedzieć znani nam filozofowie ze starożytności. Jest to pytanie uniwersalne, bo przetrwało do naszych czasów i pewnie będzie jeszcze funkcjonowało w przyszłości. Każdy je sobie zadaje, niezależnie od wieku. Ja też postanowiłam je sobie zadać.
Jestem:
-człowiekiem,
-dwudziestoparoletnią kobietą,
-Polką,
-rydułtowianką,
-katoliczką

-siostrą,
-wnuczką,
-siostrzenicą,
-kuzynką,
-przyjaciółką,
-studentką,
-koleżanką,
-zodiakalną wagą,
-kimś, kto się waha,
-kimś, kto ufa,
-kimś, kto wątpi,
-kimś, kto się stara,
-kimś, kto kocha.
,,Kim chcę być?”- na to pytanie najczęściej odpowiadają dzieci. Chcą być strażakami, piosenkarzami, policjantami, piłkarzami itd. Dorośli raczej nie odpowiadają na to pytanie, robią najczęściej to, co muszą. To, co z góry mają ustalone. Pytanie to powinno więc brzmieć: kim muszę być? Marzenia i dążenia zostały gdzieś pominięte, zgubione. Nie ma odpowiedzi: muszę być tym, kim chcę. Wiosną ubiegłego roku, siedząc na rynku, w rydułtowskich ogródkach z przyjaciółmi, dosiadł się do nas nieznajomy mężczyzna, uprzednio pytając o papierosa. Powiedział, że niczego od nas nie chce, prosi tylko o krótką rozmowę. Zgodziliśmy się, właściwie nie wiedząc dlaczego. Miał przy sobie tylko plecak, który nazwał swoim życiem. Rzeczywiście, miał rację. Wyciągnął z niego ręcznik, dwa antyperspiranty, żel pod prysznic, płyn do płukania ust, szczoteczkę i pastę do zębów, zamrożoną kiełbasę i dwa pączki. Zapytaliśmy się skąd to wszystko ma, odpowiedział, że wszystko ukradł, a tamtejszej nocy spał pod rydułtowskim kościołem zalany w trupa. Byliśmy nieco zmieszani i zaczęliśmy trochę baczniej przyglądać się naszym cennym rzeczom. Jarek, bo tak miał na imię, zauważył to i skwitował krótkim: ,,Dobrych ludzi nie okradam.”. Zawsze ma na piwo, śpi gdzie popadnie. Przedstawił nam swoją sytuację, przy czym ani razu nie próbował się usprawiedliwiać. Na koniec swojej historii powiedział: ,,Chcę być człowiekiem, po prostu. Gdzieś to wszystko zgubiłem. Niczego w życiu nie chcę tak, jak tego, by odnaleźć człowieczeństwo.”. Niesamowicie mnie to uderzyło, bo nikt nigdy na głos nie wypowiedział takiego marzenia. Marzenia innych zawsze były próżne. 

Kim ja chcę być?
To proste. Chcę być Agatą Zientek. 

Bezużyteczny fakt o mnie: W gimnazjum dostałam szóstkę z wypracowania, z książki ,,Syzyfowe prace”, o której kompletnie nie miałam pojęcia ;-)

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Bohaterowie, którym uścisnęłam dłoń

przez , 08.lut.2014, w Bez kategorii

Bohaterowie, o których mowa będzie niżej nie zasłużyli się dla kraju. Nie walczyli na wojnie, nie uratowali nikomu życia, nie pisano o Nich w gazetach i nie pokazywano w telewizji, nie słuchano o Nich w radiu. Nie można ich nawet wygooglować. Połączyło ich jedno- walka o swoje życie i przegrana z rakiem. Postanowiłam napisać o Nich kilka słów, bo zasłużyli się w moim życiu i odcisnęli w nim ogromny ślad.
Moja Mamusia była najpiękniejszą kobietą, jaką znam/znałam. Do dziś słyszę Jej śmiech i głos, niemalże czuję Jej dotyk, ciepło. Znajomi mówią, że była człowiekiem ,,do tańca i do różańca”. Niesamowicie ciepła, sympatyczna, zawsze uśmiechnięta. Gdy zdiagnozowano u Niej raka nie dała po sobie poznać większego zmartwienia. Była ogromnie zdeterminowana, nie chciała myśleć, że kiedyś odejdzie. Uwierzcie mi na słowo, nie widzieliście nigdy tak optymistycznie nastawionej do świata osoby. Nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy- umiejętności kochania. Pokazała mi, jak kochać i nieustannie się poświęcać. Była moją najlepszą przyjaciółką i niezaprzeczalnie- Bohaterką. Z rakiem przegrała dokładnie dziewięć lat temu.

Mój Dziadek był człowiekiem bardzo sprawiedliwym. Swoich ocen nie wydawał pochopnie, zazwyczaj były one trafne. Bardzo dużo mówił, lubił rozmawiać z ludźmi. W czasach młodości nie był najlepszym człowiekiem, ale dla mnie był najukochańszym dziadkiem. Bardzo wiele mu zawdzięczam, między innymi to, że przyjął mnie pod swój dach i wychował jak córkę. Wiem, że bardzo mnie kochał i wielokrotnie mi o tym mówił. Jego największą, niesłuszną karą był nowotwór krtani. Po operacji nie potrafił mówić, wszystko pisał na kartce, przy czym bardzo się denerwował. Ja potrafiłam odczytywać Jego słowa z ruchu warg. Opiekowałam się nim do ostatnich chwil, bardzo się męczył. Odszedł niespełna cztery lata temu.

Daniel był moim kolegą, z którym bawiłam się w dzieciństwie. Kiedy zmarł miał szesnaście lat. Dlaczego jest Bohaterem? Bardzo długo zmagał się z chorobą, był równie zdeterminowany. Boli mnie to, że nie zdążył przeżyć prawdziwej miłości, że nie wiedział, co to znaczy kochać naprawdę. Nie zdążył być szczęśliwy. Jego śmierć bardzo mną wstrząsnęła.
Ciocia była pierwszą osobą, która powiedziała mi o śmierci mojej Mamusi. To właśnie Ona pomogła mi zrozumieć, dlaczego tak właśnie się stało. Mówiła, że każdy człowiek w życiu ma do spełnienia jakąś misję. Misją mojej Mamy było wychowanie dzieci i przygotowanie ich do życia. Była dobrym człowiekiem, zawsze uśmiechniętym i pogodnym, zadbanym, walczącym… Przegrała niespełna dwa tygodnie temu.

Czy ze śmiercią można się pogodzić? Nie, można się z nią jedynie oswoić. Na to nigdy nie jest się gotowym. Wszystkim tym Bohaterom uścisnęłam dłoń, każdy jakkolwiek odznaczył się w moim życiu, każdy mnie czegoś nauczył. Za to jestem niezmiernie wdzięczna. 

2 komentarze :, , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.

Blogroll

Kilka bardzo polecanych stron...