Wróciłam

przez , 03.paź.2016, w Bez kategorii

Przyjechałam do Polski na nadłuższy w życiu urlop, bo aż dwumiesięczny. Leciałam do domu z nadzieją, że coś w moim życiu nagle się wydarzy. De facto miałam przylecieć na stałe. Z utęsknieniem czekałam na ten dzień. Zmęczona, rozdrażniona i zalana żalem, moja dusza po prostu pragnęła jakiejś znajomej twarzy, uśmiechu i słowa. Spodziewałam się właściwie niemożliwego, bo jak można to sobie wyobrażać po ponad dwuletniej nieobecności. Liczysz na cuda, bo wracasz z ogromnego miasta, pełnego przepychu, ludzi i możliwości. Wracasz do tego, co tak bardzo Ci znajome, a jednocześnie już cholernie obce. Wróciłam, żeby otrząsnąć się z wydarzeń, które niekoniecznie należały do przyjemnych. Przyjazd do moich Rydułtów okazał się trochę strzałem w stopę, żeby nie napisać- bardzo ciężkim szlagiem w pysk. Uderzyło, mocno. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca i odnaleźć się w ciszy i spokoju, którego przecież też tak bardzo potrzebowałam. Wyjścia na miasto niespecjalnie mnie interesowały, choć żyłam tylko od weekendu do weekendu. Starałam się chłonąć ludzi i ich towarzystwo, pragnęłam rozmów, zabawy i niekłamanego uśmiechu. Manchester był dla mnie przez pewien czas czymś w rodzaju samotni, gdzie mogłam właściwie liczyć tylko na samą siebie. Łukasz powiedział mi, że bardzo irytowało go moje podejście do sytuacji, bo przecież on żyje w ten sposób cały czas. Zdecydowałam, że ja nie muszę wcale tak żyć i zarezerwowałam lot do Manchesteru po dwóch tygodniach pobytu w Polsce. Od tego momentu żyłam już tylko wyjazdem i tym, że znowu wrócę do normalności. Tę normalność jednak zaczęłam odnajdywać tutaj. I dzisiaj, na paręnaście godzin przed wylotem, biję się trochę w pierś. Spędziłam z Łukaszem bardzo dużo czasu, musieliśmy go nadrobić i na nowo się do siebie przyzwyczajać, bo niejako się ze sobą rozminęliśmy. Zapomnieliśmy, na czym opierała się nasza przyjaźń. Udało się. Dzięki Niemu spędziłam najlepszy urlop w moim życiu. Dziękuję mu za to, że wypełnił mój czas i za to, że naszą przyjaźń udało się naprawić. Ostatni miesiąc był szalony, ciągle coś się działo, a tego tutaj potrzebowałam. Wzbogaciłam grono znajomych o jedną wyjątkową osobę, która stała mi się bliższa w rekordowym czasie. Zastanawiam się tylko, na ile ta relacja będzie wytrzymała. Bo przecież rzadko zdarza się, że ktoś staje Ci się bliski po miesiącu. Ja wierzę i chcę wierzyć nadal. Myślę, że warto w to zainwestować i On sam jest tego wart. Przez ostatni miesiąc podarował mi więcej uśmiechu, aniżeli miałam go w ciągu ostatniego roku. To dla mnie niesamowicie cenne. Ukradłam mnóstwo Jego czasu. On podarował mi swoje wnętrze, powoli je przede mną otwierając. Wlał do mojej duszy mnóstwo radości i zapełnij ją uśmiechem. Tego bardzo mi ostatnio brakowało i jestem Mu za to dozgonnie wdzięczna. To piękne, gdy ktoś Cię przytula i jednocześnie składa Twoje złamane części duszy w całość. Dziękuję Ci, że to zrobiłeś.
Polska nie okazała się wcale taka straszna. Przeciwnie, wiem, że kocham swój kraj. Zregenerwowałam swój kręgosłup i serce. Jestem gotowa na nowe wyzwania. Mimo wszystko uważam, że podjęłam właściwą decyzję. Przecież ciągle w życiu będę za czymś tęsknić i zawsze będzie mi czegoś brakowało. Ze świadomością, że ktoś na mnie czeka będzie mi o wiele łatwiej. Dziękuję wszystkim tym, z którymi miałam okazję się zobaczyć. Sprawiliście mi ogromną radość swoim towarzystwem. Do zobaczenia wkrótce.

Zostaw komentarz więcej...

Rok później.

przez , 31.sie.2015, w praca za granicą, życie

Tak, wciąż pracuję w Wielkiej Brytanii. Co mnie wygnało? Poznałam kogos wyjątkowego, z kim dzielę teraz życie, dom, rachunki i problemy. Choć nie przysięgalismy sobie przed Bogiem, zachowujemy się trochę, jak stare dobre małżeństwo. Gdyby nie Chad, chyba nie miałabym tutaj czego szukać. Tęsknota za Polską i moją małą Ojczyzną towarzyszy mi niemal codziennie, mimo, że tak zaciekle walczyłam o szczęscie na obczyźnie. Nie można mnie winić za to, że chciałam polepszyć standardy swojego życia, lub… w ogóle jakies mieć. Nie pisałam od roku. Nie wiedzieć czemu, zgubiłam chęć do robienia rzeczy, które kiedys przynosiły mi ogromną radosć. Praca pochłania całą moją energię. Chyba zapomniałam, jak pisać ciekawie. Nie spiewam i nie widzę sensu, dla którego miałabym je kontynuować. Bycie gwiazdą karaoke nie jest ani trochę satysfakcjonujące.

Niektórzy wciąż pytają, jak tu jest. Otóż… Wszystkie budynki są niemal takie same. Wchodząc do obcego domu, nie musisz pytać o drogę do łazienki, bo w każdym z nich jest usytuowana w tym samym miejscu. Trochę to nudne, nie? Pracuję w barze, w którym serwujemy szampana. Zlokalizowany jest w budynku House of Fraser (centrum handlowego). Krótko mówiąc… bogaci ludzie, podczas zakupów, wpadają do nas na kieliszek szampana. Czasami mam wrażenie, że pracuję w cholernej informacji, odpowiadając cztery tysiące razy na pytanie: ,,gdzie jest ubikacja?” (o ironio!).

Uwierzycie mi na słowo, kiedy powiem, że mam niesamowitą trudnosć w nawiązywaniu przyjaźni w tym kraju? Prawda jest taka, że do Polaka nie warto się odzywać, a przeciętny English Man jest wysoce niezadowolony z mojej obecnosci w Wielkiej Brytanii. Mało tego… uważa, że raczej nie potrafię mówić po angielsku, więc lepiej ze mną nie rozmawiać, bo pewnie nie zrozumiem, no i ukradłam mu miejsce pracy. Dlatego też… moje życie towarzyskie stało się nudnawe.

Plany na przyszłosć są trochę bardziej ambitne, ale o tym napiszę innym razem. ;-)

Zostaw komentarz więcej...

Wrażenia z pobytu w UK cz. 2

przez , 23.sie.2014, w praca za granicą, życie

Drugi miesiąc pobytu w Wielkiej Brytanii upłynął mi zdecydowanie za szybko. Zrezygnowałam z pracy w hotelu i zaczęłam pracę w hinduskiej restauracji o nazwie Aamchi Mumbai (Mój Bombaj, My Mumbai). Zmiana pracy wyszła mi na korzyść, gdyż zaczęłam szlifować mój angielski. W poprzednim miejscu było to niestety niemożliwe. Nie tylko to przyniosło mi korzyści. Mam fantastyczną atmosferę, codziennie uczę się nowych rzeczy, naprawdę dobry kontakt z klientami, którzy mnie chwalą i wracają do nas. To moja pierwsza praca w jakiejkolwiek restauracji. Właściciele nie chcą bym wracała do Polski, chcą mnie tutaj zatrzymać na rok.
10400875_10204570007230542_543938838272816494_n
O dziwo, lepiej nam się obsługuje klientów angielskich, niż hinduskich. Większość Hindusów chce być traktowana jak królewska rodzina, co często jest denerwujące.
20140807_181615
Wielka Brytania nie jest krajem bezsensów. Nie ma tutaj niepotrzebnych stanowisk pracy. Zauważyłam to chociażby w autobusie. Każdy wsiadający pasażer musi zakupić bilet, bądź okazać go kierowcy. Wszystkie bilety można zakupić u niego. Nie ma kontroli autobusowych. Autobus nie ruszy, dopóki wszyscy pasażerowie nie będą mieli biletów. Sprawiedliwe? Oczywiście.

Wstyd mi, natomiast, za większość naszych rodaków. Ilekroć rozmawiam z taksówkarzami, czy klientami mówią, że mój angielski jest bardzo dobry i są naprawdę zdziwieni, że jestem Polką, i że mieszkam tutaj dopiero dwa miesiące. Umówmy się, że mój angielski nie jest wybitnie dobry, jest przeciętny. Większość Polaków mieszkających tutaj nie zna wcale języka i w ogóle nie potrafi się dogadać. Mamy przypiętą łatkę zagubionych, ciężko pracujących przygłupów. Mitem, natomiast, jest to, że większość Anglików nas nie lubi. Jeszcze nie spotkałam się z nienawiścią z ich strony względem mnie. 

Uwierzcie mi, to całkiem inny świat- bez ograniczeń, bez narzekania, wysoką tolerancją. Wiadomo, bardzo tęsknię za domem, ale często myślę o przeprowadzce na stałe. Gdybym chciała tu wrócić, wiem, że mam do czego. W pracy przyjmą mnie z otwartymi rękoma. Moje studia, niestety, są tutaj nic nie warte.
20140811_200118
No i chyba najważniejsze- poznałam naprawdę wspaniałego mężczyznę. Pochodzi z Południowej Afryki. Mieszka tutaj prawie 7 lat. Poznaliśmy się w centrum, był barmanem w jednym z pubów na ”Gay Village”. Moje pierwsze pytanie, kiedy Go zobaczyłam: Jesteś gejem? :D
Od tego momentu minęły dwa miesiące. Nikt nigdy wcześniej nie był dla mnie tak dobry, jak On. To niesamowite, jak druga osoba potrafi wszystko zmienić, począwszy od wyrazu twarzy i skończywszy na zwykłym wewnętrznym spokoju. Chyba zbyt długo byłam sama. Teraz czuję się naprawdę szczęśliwa!
20140620_20033020140717_203723Picture1483

2 komentarze :, , , więcej...

Wrażenia z pobytu w UK cz.1

przez , 15.lip.2014, w Bez kategorii

Jako, że przebywam w Manchesterze już miesiąc, postanowiłam się z Wami podzielić moimi wrażeniami z tego pobytu. Nie jest to mój pierwszy raz w Wielkiej Brytanii, aczkolwiek na pewno pierwszy na tak długi okres czasu. Mieszkam w małej, ale znanej szczególnie z przemocy, dzielnicy Manchesteru- Wythenshawe. Na pozór nic się tutaj nie dzieje, wydawać by się mogło, że to spokojna okolica. Jednakże o 20:00 nie widać na ulicy żywego ducha. W południe można spotkać tutaj ogromnie dużo ludzi, którzy niespecjalnie przejmują się swoim wyglądem. Wychodzą do centrum w piżamach, szlafrokach, w brudnych ubraniach. Nie widać przy tym cienia wstydu na ich twarzach. Czują się ze sobą całkiem dobrze, a i inni ludzie nie zwracają na to uwagi. Brytyjki zdecydowanie nie mają wyczucia stylu jeśli chodzi o ubrania. W Polsce często zwraca się na to uwagę. Odkąd przyzwyczaiłam swoje oczy do takiego widoku dużo mniej szokują mnie zachowania i ubiory Brytyjczyków. Jeśli chodzi o ich stosunek do życia i innych ludzi- tutaj również doznałam lekkiego szoku. Nikt nie narzeka, wszyscy chodzą uśmiechnięci, każdy pyta: ,,jak się masz?”. Polacy powinni się tego od nich uczyć. Zdecydowanie- Brytyjczycy są dla mnie o wiele bardziej uprzejmi, niż ludzie z Polski. Moi rodacy na emigracji są naprawdę nieprzyjemni, żeby nie powiedzieć- chamscy i nie lubią sobie pomagać. 

Do centrum Manchesteru jadę autobusem ok. godziny. Tam dzieją się zdecydowanie ciekawsze rzeczy. Podczas pierwszego pobytu na Piccadilly więcej razy usłyszałam, że jestem piękna, niż w całym swoim życiu ;-). Centrum jest prawdziwym skupiskiem wielokulturowości i wielonarodowości. Niestety, Brytyjki nie powalają urodą i pewnie każda polska dziewczyna miałaby tutaj ogromne powodzenie ;-). 

1 komentarz :, więcej...

Wolne media w Polsce?

przez , 18.cze.2014, w Bez kategorii

W Polsce częściej odnotowuje się przypadki łamania prawa mediów, aniżeli łamania prawa przez media. Tak jest również w przypadku afery tygodnika WPROST kontra Sienkiewicz/Belka. W tym przypadku totalnie zdeptano prawo do wykonywania misji dziennikarskiej, jaką jest- między innymi- ujawnianie prawdy. Od ponad 20. lat żyjemy (podobno) w wolnej Polsce. Czy tak naprawdę czujemy się wolni? Ja, jako licencjonowana dziennikarka, nie wiem, czy praca jaką będę wykonywała nie będzie sprzeczna z medialnym prawem i etyką dziennikarską. Czyżby w mojej karierze przyszło mi się zmierzyć z  ograniczeniem mojej wolności słowa? Do czego to wszystko prowadzi? Z całym przekonaniem mogę napisać, że wstyd mi za rządzących, bo przyczyniają się do upadku Polski w oczach Europy, Świata, a zwłaszcza- w oczach swoich rodaków. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach prawda jest towarem deficytowym. Każda stacja telewizyjna, gazeta, internet ma swoją prawdę, co w konsekwencji prowadzi do tego, że wszystko jest gówno prawdą. Media mają/miały naprawdę ogromną władzę. Były tzw. ,,VI. władzą”. Większość informacji przekazywanych w mediach to sieczka, lasująca nasze mózgi. Skoro w końcu jakaś gazeta zajęła się ujawnieniem tej właściwej prawdy, to trzeba ją zgnieść, skopać i zadeptać? To właśnie robią Polacy od wsze czasów- zamiatają prawdę pod dywan, pozbywają się jej. Ostatnie wydarzenia naprawdę nie mieszczą mi się głowie. Apeluję, mimo wszystko, o wolność dla dziennikarzy!

Zostaw komentarz więcej...

Keep the balance

przez , 13.kwi.2014, w człowiek, życie

Czasami nie potrzeba słów, żeby coś przekazać. Najczęściej jednak nie dostrzegamy tego, co nie jest powiedziane. Słowo zawsze dotyka, boli, porusza, cieszy bardziej, aniżeli gest. Znalazłam kilka filmików, które mocno mnie wzruszyły.

Piękny filmik, który został zrealizowany bez użycia słowa. Wierzę, że to, co dobre do nas wraca i ten film genialnie to pokazuje.

Drugi mówi o marzeniach…

Najbardziej dotknęły mnie słowa mężczyzny (3:25) , który marzy o tym, by jego dzieci wyrosły na lepszych ludzi, niż on. Zero próżności i pychy, to czyni go wartościowym. Kolejna wypowiedź (2:42) mężczyzny (obcokrajowca) również mnie przejęła. Powiedział, że marzy o tym, żeby na świecie nie było bólu, bo jest go ogromnie dużo.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak mało czasu mamy na to, żeby powiedzieć: przepraszam, kocham cię, dobrze, że jesteś… Ciągle wszystko odkładamy na później. A co jeśli tego czasu kiedyś nam zabraknie?

Bohater kolejnego filmu nie miał tyle szczęścia…

Naprawdę rodzice tak bardzo Cię denerwują? Dopóki masz jeszcze czas- podziękuj, przeproś i powiedz, że kochasz.

Nasze tęsknoty:

Ja tęsknię za Mamą i Dziadkiem. Tęsknię za paroma innymi ludźmi, którzy przewinęli się już przez moje życie. Tęsknię za beztroską i czymś spontanicznym. A Ty?

A ta reklama przynosi uśmiech na moje usta ilekroć ją oglądam:

Dzielcie się radością, dobrem, szczęściem, czasem, miłością! ;-)

Trochę się ostatnio ukrywam i izoluję. Sama do końca nie wiem, po co i dlaczego. Czekam na coś lepszego, coś bardzo mojego. Nie wiem, co dalej robić. Czas w końcu wyjść z ukrycia i zacząć ŻYĆ. 

Zostaw komentarz :, , , , , , , , więcej...

Kim jestem versus Kim chcę być

przez , 09.mar.2014, w człowiek, kim jestem, życie

Na pytanie ,,kim jestem?” próbowali sobie odpowiedzieć znani nam filozofowie ze starożytności. Jest to pytanie uniwersalne, bo przetrwało do naszych czasów i pewnie będzie jeszcze funkcjonowało w przyszłości. Każdy je sobie zadaje, niezależnie od wieku. Ja też postanowiłam je sobie zadać.
Jestem:
-człowiekiem,
-dwudziestoparoletnią kobietą,
-Polką,
-rydułtowianką,
-katoliczką

-siostrą,
-wnuczką,
-siostrzenicą,
-kuzynką,
-przyjaciółką,
-studentką,
-koleżanką,
-zodiakalną wagą,
-kimś, kto się waha,
-kimś, kto ufa,
-kimś, kto wątpi,
-kimś, kto się stara,
-kimś, kto kocha.
,,Kim chcę być?”- na to pytanie najczęściej odpowiadają dzieci. Chcą być strażakami, piosenkarzami, policjantami, piłkarzami itd. Dorośli raczej nie odpowiadają na to pytanie, robią najczęściej to, co muszą. To, co z góry mają ustalone. Pytanie to powinno więc brzmieć: kim muszę być? Marzenia i dążenia zostały gdzieś pominięte, zgubione. Nie ma odpowiedzi: muszę być tym, kim chcę. Wiosną ubiegłego roku, siedząc na rynku, w rydułtowskich ogródkach z przyjaciółmi, dosiadł się do nas nieznajomy mężczyzna, uprzednio pytając o papierosa. Powiedział, że niczego od nas nie chce, prosi tylko o krótką rozmowę. Zgodziliśmy się, właściwie nie wiedząc dlaczego. Miał przy sobie tylko plecak, który nazwał swoim życiem. Rzeczywiście, miał rację. Wyciągnął z niego ręcznik, dwa antyperspiranty, żel pod prysznic, płyn do płukania ust, szczoteczkę i pastę do zębów, zamrożoną kiełbasę i dwa pączki. Zapytaliśmy się skąd to wszystko ma, odpowiedział, że wszystko ukradł, a tamtejszej nocy spał pod rydułtowskim kościołem zalany w trupa. Byliśmy nieco zmieszani i zaczęliśmy trochę baczniej przyglądać się naszym cennym rzeczom. Jarek, bo tak miał na imię, zauważył to i skwitował krótkim: ,,Dobrych ludzi nie okradam.”. Zawsze ma na piwo, śpi gdzie popadnie. Przedstawił nam swoją sytuację, przy czym ani razu nie próbował się usprawiedliwiać. Na koniec swojej historii powiedział: ,,Chcę być człowiekiem, po prostu. Gdzieś to wszystko zgubiłem. Niczego w życiu nie chcę tak, jak tego, by odnaleźć człowieczeństwo.”. Niesamowicie mnie to uderzyło, bo nikt nigdy na głos nie wypowiedział takiego marzenia. Marzenia innych zawsze były próżne. 

Kim ja chcę być?
To proste. Chcę być Agatą Zientek. 

Bezużyteczny fakt o mnie: W gimnazjum dostałam szóstkę z wypracowania, z książki ,,Syzyfowe prace”, o której kompletnie nie miałam pojęcia ;-)

Zostaw komentarz :, , , , więcej...

Bohaterowie, którym uścisnęłam dłoń

przez , 08.lut.2014, w Bez kategorii

Bohaterowie, o których mowa będzie niżej nie zasłużyli się dla kraju. Nie walczyli na wojnie, nie uratowali nikomu życia, nie pisano o Nich w gazetach i nie pokazywano w telewizji, nie słuchano o Nich w radiu. Nie można ich nawet wygooglować. Połączyło ich jedno- walka o swoje życie i przegrana z rakiem. Postanowiłam napisać o Nich kilka słów, bo zasłużyli się w moim życiu i odcisnęli w nim ogromny ślad.
Moja Mamusia była najpiękniejszą kobietą, jaką znam/znałam. Do dziś słyszę Jej śmiech i głos, niemalże czuję Jej dotyk, ciepło. Znajomi mówią, że była człowiekiem ,,do tańca i do różańca”. Niesamowicie ciepła, sympatyczna, zawsze uśmiechnięta. Gdy zdiagnozowano u Niej raka nie dała po sobie poznać większego zmartwienia. Była ogromnie zdeterminowana, nie chciała myśleć, że kiedyś odejdzie. Uwierzcie mi na słowo, nie widzieliście nigdy tak optymistycznie nastawionej do świata osoby. Nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy- umiejętności kochania. Pokazała mi, jak kochać i nieustannie się poświęcać. Była moją najlepszą przyjaciółką i niezaprzeczalnie- Bohaterką. Z rakiem przegrała dokładnie dziewięć lat temu.

Mój Dziadek był człowiekiem bardzo sprawiedliwym. Swoich ocen nie wydawał pochopnie, zazwyczaj były one trafne. Bardzo dużo mówił, lubił rozmawiać z ludźmi. W czasach młodości nie był najlepszym człowiekiem, ale dla mnie był najukochańszym dziadkiem. Bardzo wiele mu zawdzięczam, między innymi to, że przyjął mnie pod swój dach i wychował jak córkę. Wiem, że bardzo mnie kochał i wielokrotnie mi o tym mówił. Jego największą, niesłuszną karą był nowotwór krtani. Po operacji nie potrafił mówić, wszystko pisał na kartce, przy czym bardzo się denerwował. Ja potrafiłam odczytywać Jego słowa z ruchu warg. Opiekowałam się nim do ostatnich chwil, bardzo się męczył. Odszedł niespełna cztery lata temu.

Daniel był moim kolegą, z którym bawiłam się w dzieciństwie. Kiedy zmarł miał szesnaście lat. Dlaczego jest Bohaterem? Bardzo długo zmagał się z chorobą, był równie zdeterminowany. Boli mnie to, że nie zdążył przeżyć prawdziwej miłości, że nie wiedział, co to znaczy kochać naprawdę. Nie zdążył być szczęśliwy. Jego śmierć bardzo mną wstrząsnęła.
Ciocia była pierwszą osobą, która powiedziała mi o śmierci mojej Mamusi. To właśnie Ona pomogła mi zrozumieć, dlaczego tak właśnie się stało. Mówiła, że każdy człowiek w życiu ma do spełnienia jakąś misję. Misją mojej Mamy było wychowanie dzieci i przygotowanie ich do życia. Była dobrym człowiekiem, zawsze uśmiechniętym i pogodnym, zadbanym, walczącym… Przegrała niespełna dwa tygodnie temu.

Czy ze śmiercią można się pogodzić? Nie, można się z nią jedynie oswoić. Na to nigdy nie jest się gotowym. Wszystkim tym Bohaterom uścisnęłam dłoń, każdy jakkolwiek odznaczył się w moim życiu, każdy mnie czegoś nauczył. Za to jestem niezmiernie wdzięczna. 

2 komentarze :, , , , , więcej...

Nowe marzenie

przez , 14.sty.2014, w Bez kategorii

Mam marzenie. Kolejne. Niezwykłe, bo w końcu się pojawiło. Dawno o niczym nie marzyłam, chyba, że było to coś, co roiło się w mojej głowie już dawno. Marzę o tym, by obdarzyć kogoś niezwykle pięknym uczuciem. Całą swoją serdeczność i czułość przelać do wnętrza drugiej osoby. Zaprosić ją do mojego wnętrza. Dawać jej sto powodów do uśmiechu, codziennie. Czuć, że jestem ważna i potrzebna. Myślałam, ze zdeptałam to w sobie tak, jak zdeptano wszystkie moje uczucia. Miałam wrażenie, że zostały zrzucone na drugi plan, że straciły datę swojej przydatności, że wyschły i nie mają szans rozkwitać. Nie wiem, czy jest coś gorszego. Takiego człowieka można chyba nazwać bezwartościowym. Zatem, człowiek jest coś warty tylko wtedy, kiedy jest zakochany? Nie, człowiek jest warty wtedy, kiedy kocha, a to jest różnica. Ostatnio wydaje mi się, ze wokół mnie przedkłada się tę wartość ponad inne, wpajając mi tym samym, że powinnam się wreszcie zakochać. Ale nie. To moje nowe marzenie, nie potrzeba dopasowania się do otoczenia. Ci, którzy czytali moje wpisy regularnie, pisali/mówili, że najpiękniej potrafię opisywać swoje uczucia. Dawno tego nie było. Czuję się przez to trochę bezużyteczna. Nie czuję jednak, że powinnam- czuję, że chcę. Tą myślą i marzeniem rozpoczęłam swój Nowy Rok.
Kolejną moją myślą jest przeprowadzka do Katowic. Z jednej strony bardzo chcę, bo czuję, że tylko w ten sposób mam szansę na rozwój. Z drugiej strony, wydaje mi się, że to trochę niewdzięczne. W związku z tym, potrzebuję cholernego potwierdzenia, że robię dobrze. Póki go nie dostanę nie zrobię nic w tym kierunku.
Bezużyteczny fakt o mnie: nie piję kawy. Żadnej. Nienawidzę kawy i doskonale sobie bez niej radzę ;-)

Zostaw komentarz :, , więcej...

O wszystkim i niczym

przez , 28.gru.2013, w Bez kategorii

W naszym życiu pojawią się różne charaktery. Owe charaktery niejako również kształtują nasz charakter poprzez zetknięcie, starcie. Największy wpływ mają na nas czarne charaktery, które dają nam wyjątkową szkołę. Uczą nas odporności na przeróżne sytuacje- zwłaszcza na te dobre. Sprawiają, że boimy się tego, co dobre, bo kiedyś to dobre okazało się złe. Lubimy czarne charaktery, przyciągamy je do siebie. Wydają się sympatyczne, trochę tajemnicze, zabawne, pociągające, bezwstydne, bezwzględne i zawsze mają coś, czego my nie mamy. A i o wszem, nie mają… sumienia. Dają- zabierają, wodzą- zawodzą, umilają i zamieniają w piekło. Zabijają w nas wszystko, co najlepsze. 

Już po świętach. Miały być czymś długo wyczekiwanym i pięknym, pierwszy raz od dziewięciu lat. Wpadłam na pomysł, żeby te święta spędzić całą rodziną. I tak też się stało. Nie byłabym sobą, gdybym ze wzruszenia nie uroniła kilku łez.  Niestety, w tym roku znowu zabrakło mi… świętego spokoju. Jestem ciekawa, jak inni przeżywają święta, jakie emocje im towarzyszą. Ktoś chce się tym ze mną podzielić?
Babcia na siłę próbowała we mnie obudzić sumienie. Średnio co pół roku przypomina się jej, że nie chodzę do kościoła. Zawsze powtarza, że tacy ludzie nie powinni mieć świąt. Zgodnie z tym, co powiedziała, zripostowałam ją mówiąc: ”idąc Twoim tokiem myślenia, w tym roku wigilię powinnaś zjeść sama.”. Dodałam, że czuję się lepszym katolikiem, który bezwarunkowo poda rękę potrzebującemu, niż ten, który ze złożonymi rękoma i głową w górze chodzi co-niedzielnie do kościoła, nie patrząc na tych, którzy potrzebują pomocy. Babci zabrakło argumentów.

Niedawno, na zajęciach usłyszałam, że pewna doktorantka polonistyki domaga się usunięcia ”Murzynka Bambo” i ”W pustyni i w puszczy” z kanonu utworów do przeanalizowania na języku polskim w podstawówce. Według niej utwory te pobudzają w dzieciach niechęć do ludzi innej rasy, zwłaszcza czarnej. Murzynek Bambo przecież się nie myje, a Kali śmierdzi. Osobiście uważam, że rasistowskie i antysemickie pobudki kształtują się w nas dopiero w późniejszym okresie dojrzewania. Nikt z moich rówieśników w podstawówce nigdy nie pomyślał, że czarni są gorsi. Takich zwyczajów nie wynosimy ze szkoły, a już na pewno nie z lektur. Mało który dzieciak w tym przedziale wiekowym jest w stanie wyciągnąć jakiekolwiek wnioski z przeczytanej lektury, nie mówiąc o tym, że mało kto je czyta. Dla mnie te utwory są czymś w rodzaju podstawy dzieciństwa. Każdy je zna. Rasizm i antysemityzm pochodzi z czegoś innego, z całą pewnością będzie to internet i telewizja. Niektórzy wynoszą takie zwyczaje z domu. Równie dobrze rodzice mogliby się buntować przeciw emitowaniu ”Teletubisiów”, bo jeden z nich ma homoseksualne zapędy, albo przeciw ”Rumcajsowi”, który był agresywny i posiadał broń. Pytanie- po co? Przecież nikt na to nie zwraca uwagi. Dla dzieci liczy się przede wszystkim atrakcja z oglądania. 

Przyzwyczaiłam się w końcu do szkoły. Parę ludzi jest naprawdę przyjaznych i pomocnych. Moim niezrównanym bohaterem jest Sylwia, którą nazywam ”towarzyszem mojej niedoli”. Moje plany o rezygnacji z UŚ stały się bardziej odległe. Coraz częściej jednak myślę nad przeprowadzką do Katowic. Jestem wykończona Rydułtowami. Wolałam, kiedy były przeze mnie odwiedzane, aniżeli zamieszkiwane. Tutaj wszystko stoi w miejscu, tutaj nic się nie dzieje. To dobre miejsce dla małżeństw bez ambicji i emerytów. 
Ten wpis jest trochę chaotyczny, przechodzę z myśli w myśl. Może dlatego, że próbuję tutaj coś napisać od półtorej miesiąca. Dobrze się składa, bo kończy się rok, a ja chciałam podsumować parę spraw. Mianowicie- jak zawsze, postawiłam sobie jakieś cele. Plan wykonałam w 40%. Nie uwierzyłam w to, że jestem atrakcyjna zewnętrznie i wewnętrznie. Miłości szukałam na siłę, co doprowadziło do tego, że przestałam w nią wierzyć. Wiele razy próbowałam się uszczęśliwić, co wywołało skutek odwrotny do zamierzonego. Obroniłam licencjat, najlepiej jak się dało. Nie zamieszkałam we Wrocławiu, całkowicie zrezygnowałam z tego pomysłu. Starałam się żyć w zgodzie z własnym sumieniem. Cóż z tego, skoro kłamstwa innych ludzi potrafiły je zdeptać bez pardonu. W związku z tym, co napisałam, na przyszły rok mam jedno postanowienie- nic nie postanawiać. Ogromnie cieszę się, że ten cholerny rok się kończy. Mam nadzieję, że moje zdeptane sumienie i poszarpane uczucia dojdą do siebie. Pragnę jedynie zostać człowiekiem.

Postanowiłam, że każdy wpis będę kończyła jednym bezużytecznym faktem o mnie.  Pierwszy z nich- nigdy nie obejrzałam żadnej części Star Wars i ani jednej części Matrixa. 

Zostaw komentarz :, , , , , , , , , więcej...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza:

Nadal nie znalazłeś tego, czego szukasz? Zostaw komentarz w notce, lub skontaktuj się z nami a zajmiemy się tym.